Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sora. Pokaż wszystkie posty

5/30/2014

27. Sprawiedliwy wyrok cz. I.

  Na początek bardzo chciałabym podziękować za ostatni komentarz pod poprzednim rozdziałem. Naprawdę, był taki szczery i... prawdziwy? Naprawdę, bardzo się przejęłam komentarzem od osoby, która o Naruto nie ma żadnego, ale to naprawdę żadnego pojęcia, a raczy krytykować moje opowiadanie i mój styl. Drogi Anonimie, nie chcę powodować konfliktu, jednak taki wpis świadczy o twoim poziomie intelektualnym i kultury osobistej. Nie mam zamiaru używać w stosunku do Ciebie nieprzyjemnych epitetów, ale to, co napisałeś, mija się całkowicie z prawdą. Pamiętaj, że nigdy nie należy porównywać stylu dwóch pisarzy i języka, którego używają w swojej twórczości. Każdy ma własny styl i stara się go rozwijać, jednak nie znajdziesz na świecie osób, które piszą identycznie. Taka jest prawda. Jeden autor pisze lepiej, drugi gorzej, jednakże nie należy potępiać tych stylów. Nikt nie jest idealny, ja też popełniam błędy, nie przeczę.
   Dziękuję za uwagę.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  ~ Kakashi ~

  Wiedziałem, że nie powinienem się denerwować, ale nie mogłem! Yuki została pobita przez Yamadę. Cholera, czy do niej i jej rodziny naprawdę nie docierają konsekwencje ich czynów? No najwyraźniej. Na ale na miłość boską, ile można tłumaczyć?! 
  Czy naprawdę nienawidzili mnie i moich bliskich tak bardzo, że byli w stanie prawie zabić niewinne dziecko? Mimo tego, co Suko zrobiła, była jeszcze jedna kwestia. A tyczyła się mojej osoby. Jak ja mogłem być taki głupi, prowokując ich. Jednak teraz było już zdecydowanie za późno, by cokolwiek zmienić. Mimo tego musiała istnieć jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Nie mogłem przecież pozwolić, aby klan Yamada robił, co mu się żywnie podoba. Tylko co ja miałem zrobić? Wybić całą rodzinę? Nie, to by było niehumanitarne i niegodne stanowiska Hokage. Miałem jednak zupełnie inne wyjście. Wyjście, z którego ani Minato -sensei, ani Sandaime nie skorzystaliby. Musiałem wymierzyć sprawiedliwość.
- Przepraszam - powiedział nagle Karasu. 
  Spojrzałem na niego pytająco.
- Nie przepraszaj, to nie była twoja wina - położyłem mu dłoń na ramieniu.
- Jak to nie moja wina? Moja, bo nie ochroniłem Yuki! - krzyknął, po czym na nowo się rozpłakał. Pociągnął nosem. Na stół kapały łzy. W tym samym momencie pojąłem, że Hyūga bardzo lubi moją córkę.
  Chłopiec napił się ciepłego kakao, a ja myślałem tylko o jednym. Dlaczego? Dlaczego Yuki? Nic nie przychodziło mi do głowy. W tym samym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Nim zdążyłem wstać i je otworzyć, zrobił to mój brat. Do przedpokoju weszła Sakura. Krótkie, różowe włosy miała związane w wysoki koński ogon. Ubrana była w standardowy strój shinobi, ale z jednym, małym dodatkiem. Na lewym ramieniu miała zawiązaną chustę z namalowanym czerwonym krzyżem. Dziewczyna zdjęła buty i weszła do kuchni. Posłała mi smutne spojrzenie.
- Sensei... Jak ona się czuje? - zapytała cicho. Haruno również się martwiła o moją córkę. W końcu dla niej była jak młodsza siostra.
  Przejechałem dłonią po twarzy, po czym odparłem:
- Nie wiem. Yuki jest nieprzytomna.
Dziewczyna przyłożyła palec do ust. Zastanawiała się nad czymś.
- Jak tylko ją zbadam, dam ci znać, Kakashi -sensei - rzekła, wychodząc z pomieszczenia.
  Już prawie znikła mi z oczu, ale w ostatniej chwili dodałem:
- Sakura... Ile razy mam ci mówić, że nie jestem już twoim sensei...
- Nie, nie rozumiesz. Ty zawsze będziesz moim sensei - uśmiechnęła się i odeszła.
  Usłyszałem jak wchodzi po schodach, by po chwili zniknąć w pokoju mojej córki. Nastała przejmująca cisza, która nieprzyjemnie kłuła w bębenki moich uszu.

~ Sakura ~

  Gdy tylko dostała wiadomość od Sory, wiedziała, że coś się musiało stać. Jednak gdy młody mężczyzna wyznał jej prawdę, o mały włos się nie przewróciła. Ale jak, dlaczego?, przemknęło jej przez głowę.
  Nie zastanawiając się długo, szybko ubrała się i wyszła z domu, nic Sasuke nie mówiąc. On jako jedyny z drużyny Kakashi'ego nie lubił Yuki i vice versa. Zresztą młody Uchiha w ogóle nie lubił dzieci. Chłopak zrezygnował z odbudowy klanu zaraz po tym, jak dowiedział się o swojej bratanicy. Sakurze było przykro z tego powodu. Nie rozumiała, jak można nie lubić dzieci. Z początku próbowała nakłonić Sasuke do zmiany decyzji, ale ten słysząc niewygodny dla siebie temat, burczał pod nosem i wychodził z domu, by wrócić późnym wieczorem. Dziewczyna bardzo kochała Uchihę, lecz bała się, że ich związek nie przetrwa.
  Pobiegła na skróty, ale i tak dotarła dopiero do domu swojego byłego nauczyciela dopiero po piętnastu minutach. Zapukała. Otworzył  jej Sora. Po raz kolejny uderzyło ją to, jak bardzo jest podobny do Kakashi'ego. Obaj byli identycznego wzrostu, obaj mieli te same siwe, nastroszone włosy. I obaj mieli ten sam szczery i ciepły uśmiech. Poczuła, że się rumieni. Sora był bardzo przystojnym mężczyzną. Jeżeli sensei ukrywa równie nieziemską twarz, nie dziwię się, że Hanare za niego wyszła. Odwróciła wzrok, a potem weszła do domu i skierowała się do kuchni. Gdy zobaczyła Kakashi'ego, domyśliła się, że jest gorzej niż się spodziewała. Po krótkiej rozmowie z nim, udała się do sypialni dziewczynki. Yuki leżała nieprzytomna na łóżku, oddychając ciężko. Sakura widząc to, stwierdziła, że ma połamane co najmniej dwa żebra. Na sam widok chciało jej się płakać.
  Podeszła do łóżka i skupiła w dłoniach czakrę, po czym dotknęła klatki piersiowej dziecka. Jej przypuszczenia potwierdziły się. Z ulgą przyjęła fakt, że narządy wewnętrzne nie zostały uszkodzone. Jednak gdy zamierzała zbadać jej czaszkę, coś przykuło jej uwagę. Jak mogła nie zauważyć czegoś takiego?! Przecież była lekarzem! Sakura przeklęła w duchu.
  Plama krwi na poduszce stawała się z każdą chwilą coraz większa.
  Delikatnie dotknęła głowy dziewczynki. Kości czaszki na potylicy ustąpiły pod jej lekkim naciskiem.
- Cholera jasna... - zaklęła - Kto ci to, do diabła, zrobił?
  Nie czekając na nikogo, wzięła ostrożnie dziewczynkę na ręce i zeszła po schodach. Głowa Yuki podrygiwała przy każdym kroku. Spostrzegła pytający wzrok Kakashi'ego. Bezgłośnie dała mu znać, że zabiera małą do szpitala. Hatake nie czekając długo, wyszedł za nią na zalaną wieczornym słońcem Konohę.

~ Kakashi ~

  Z Yuki naprawdę było źle, jednak nie miałem pojęcia, że tak bardzo. Zrozumiałem, że Suko naprawdę się nie oszczędzała.
  Moja córka błyskawicznie trafiła pod opiekę Tsunade. Usiadłem ciężko na krześle i wyciągnąłem przed siebie nogi. Zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Martwiłem się o Yuki. Była przecież taka mała i krucha... Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby... 
  W tym samym momencie usłyszałem skrzypienie krzesła. Podniosłem powieki. Obok mnie siedziała Sakura. Przycisnęła palce do skroni i odetchnęła.
- Tsunade - sama robi wszystko, co w jej moct. Niedługo powinna przyjść i dać nam znać.
  Po jej słowach nastąpiła cisza. Po jakiejś godzinie bezczynnego siedzenia wstałem i przeciągnąłem się. Strzyknęło w plecach. Przeszedłem parę kroków. Nagle usłyszałem stukot obcasów na korytarzu. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyszła Tsunade. Z wyrazu jej twarzy nic nie można było odczytać. Kobieta po paru chwilach znalazła się przy nas i powiedziała:
- Przynieśliście ją w ostatniej chwili. Jeszcze parę minut, a doszłoby do uszkodzenia mózgu, Kakashi.
  Przeszedł mnie zimny dreszcz. Yuki mogła umrzeć.
- Kakashi... Tylko się nie denerwuj... - powiedziała cicho Tsunade - Odpowiedz mi szczerze na to pytanie. Czy... Czy Yuki padła może ofiarą przemocy w waszym domu?
  Zakręciło mi się w głowie. Czy ona zwariowała?
- Tsunade... Ty chyba nie mówisz poważnie?! Wiesz przecież, że nigdy bym nie skrzywdził własnego dziecka!
- Wiedziałam, że się wściekniesz... - pokręciła głową - Pytam czysto profilaktycznie. Yuki ma mnóstwo siniaków na ciele.
- Rozumiem - odparłem.
- Jeżeli tak, zadam ci kolejne pytanie - zmrużyła oczy - Skoro Yuki nie padła ofiarą przemocy domowej, to w takim razie kto ją pobił?
  Odchrząknąłem głośno. Nie wiedziałem, czy mogę jej to powiedzieć. W końcu to była sprawa między moją rodziną a klanem Yamada. No ale z drugiej strony powinna wiedzieć, że moja córka padła ofiarą koleżanki z klasy, która z czystej zazdrości postanowiła się zemścić. Przygryzłem wargę. Jasna cholera, tu naprawdę chodziło o najzwyklejszą sprawiedliwość!
- Wiesz, Tsunade, to trochę skomplikowana sprawa...
  Kobieta posłała mi pytające spojrzenie, założyła ręce na swojej obfitej piersi.
- Na pewno znasz klan Yamada.
  Prychnęła w odpowiedzi.
- Oczywiście, że znam. Tak się składa, że jeden z członków tego klanu pracuje w tym szpitalu - Tsunade jako ordynator musiała o wszystkim wiedzieć.
- Kto? Eizo?
  Pokręciła głową.
- Nie - wzięła głęboki oddech - Jego żona. Od razu muszę ci wyznać, że nie znam nikogo innego, kto tak jak ona wynajduje problemy na siłę i wszczyna kłótnie. 
- Ich najmłodsza córka zaatakowała w lesie Yuki. Na szczęście znalazł ją Karasu Hyūga.
- Masz na myśli tę małą z czerwonymi włosami? Wydaje się całkiem miła, ale skoro twierdzisz, że ją pobiła... Zaczynam mieć wątpliwości. Myślałam, że chociaż ona jest w porządku, myliłam się - pokręciła głową - Tylko co zamierzasz z tym zrobić?
- Jak to co? Wymierzyć sprawiedliwość - powiedziałem, mrużąc oczy - Mam już nawet plan.

~ Sakura ~

  Dziewczyna późnym popołudniem wróciła do mieszkania, które dzieliła razem z Sasuke. Po kilkunastu minutach stanęła przed drzwiami i wyjęła klucz z jednej z kieszeni kamizelki. Wsunęła srebrny kawałek metalu w zamek, chcąc go przekręcić. W tej samej chwili ktoś otworzył drzwi. Sakura ujrzała swojego ukochanego. Nie miał zadowolonej miny. Mało tego. Był wściekły. Chłopak chwycił ją za ramię i siłą wciągnął do domu. Dziewczyna szarpnęła się, ale Uchiha tylko mocniej zacisnął palce na jej łokciu.
- Sasuke, co cię ugryzło? - zapytała.
  Zacisnął zęby i palce. Sakura pisnęła z bólu. Rzucił ją na kanapę, a ona uderzyła głową w oparcie. Sasuke pochylił się nad nią. 
- Gdzie byłaś, do cholery?! - krzyknął - Gadaj!
- Jak to gdzie? W pracy! - wrzasnęła.
- Akurat wtedy, gdy nie miałaś dyżuru?
- Yuki... - zaczęła.
- A ty znów o tym cholernym bachorze... Przyznaj się, masz kogoś.
- Nie! Zwariowałeś? - próbowała wstać, ale Sasuke odepchnął ją. Zacisnął palce swojej prawej dłoni tak mocno, aż krew kapała na podłogę.
- Ale wiesz co? Nie odpowiadaj, nie interesuje mnie to. Najgorsze jest jednak to, że myślałem, że cię kocham. Myliłem się. A ty, głupia, uparłaś się na dziecko, a dobrze wiesz, że nienawidzę bachorów! I w związku z tym znalazłaś sobie faceta!
- Rany boskie, czemu jesteś taki głupi?!
- Zamknij się, zdziro i wypieprzaj z mojego domu!
  Sakura po raz pierwszy w życiu usłyszała takie słowa. I to w dodatku z ust Sasuke. Poderwała się i uderzyła chłopaka w twarz, po czym wybiegła z mieszkania. Pędziła przed siebie, nie oglądając się. Łzy spadały na ziemię i jej ubranie. Nigdy nie została tak skrzywdzona. Nikt nigdy nie nazwał ją dziwką...
  Do tej pory myślała, że kocha Sasuke, lecz w tym momencie zrozumiała, że ten chłopak nigdy nie był wart jej wysiłków. Jaka ja byłam głupia! Naruto miał rację. Sasuke to zadufany w sobie gnojek. Za to Sora... Tak, młody Hatake zawsze był dla niej miły. Dziewczyna od lat wiedziała, że mu się podoba. Jednak dopiero teraz stwierdziła, ze młody mężczyzna jest o wiele przystojniejszy od Sasuke. Sora przynajmniej ją szanował.
  W tym samym momencie dotarła do parku i usiadła na ławce. Łzy cały czas kapały na ziemię. Zakryła twarz dłońmi, by ukryć płacz. Nie chciała, by ktoś to widział. 
  Nagle usłyszała obok siebie charakterystyczny głos:
- Hej, Sakura!
  Odwróciła się raptownie. Za nią stał Sora Hatake. Na sam jego widok uśmiechnęła się. Młody mężczyzna usiadł obok niej. Kiedy zauważył łzy na jej twarzy, zmartwił się. Nikomu tego nie wyznał, ale kochał Sakurę szczerą, prawdziwą miłością.
- Co się stało, Różowa? Czemu płaczesz? - dotknął jej policzka. Dziewczyna poczuła łaskotanie w brzuchu.
- Sasuke... Sasuke nazwał mnie zdzirą i wyrzucił z domu - spuściła głowę.
- CO? - wiedziała, że zacisnął zęby. - Pieprzony dupek...
  Pokiwała głową. Teraz zrozumiała wszystko.
- Muszę ci podziękować, Sora. Uświadomiłeś mi prawdę - dziewczyna zrobiła coś, czego ani ona, ani on się nie spodziewali. Przysunęła się do niego, chwyciła w dłonie jego twarz i wycisnęła na ustach Sory czuły pocałunek. Po wszystkim przytuliła się do niego. Hatake nie wiedział, jak ma zareagować. Był zaskoczony reakcją Sakury, ale podobało mu się to, co przed chwilą zrobiła. Kochał Sakurę od dawna, ale dopiero teraz zorientował się, jak bardzo. Wiedział, że różowowłosa była nieszczęśliwa z Sasuke, lecz zawsze temu zaprzeczała, gdy Sora poruszał ten temat. Młody mężczyzna nie mógł na to patrzeć. Serce mu pękało na ten widok.
- Sakura, muszę ci coś powiedzieć... - musiał wyznać dziewczynie, co do niej czuje. Młoda kunoichi była dla niego całym światem. Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się słabo.
- Nie kończ. Wiem, że ci się podobam - szepnęła - Od dawna wiem. Chodzi mi o to, że dzięki tobie zrozumiałam, że Sasuke był jedną wielką pomyłką - imię Uchihy wypowiedziała ze wstrętem - Ty zawsze starałeś się bronić, wspierać, po prostu być przy mnie. Zawsze mogłam na ciebie liczyć. Jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół. A w związku przecież ważne jest zaufanie, dlatego pomyślałam sobie, że... że może warto byłoby spróbować?
  Młody mężczyzna uśmiechnął się.
- Wiesz, że nigdy cię nie skrzywdzę. Oddam za ciebie życie, jeśli będzie trzeba.
- Sora...
  Nie odpowiedział. Przytulił ją, całując ją w czoło. 

~ Kakashi ~

  Szedłem właśnie do archiwum. Jeżeli nie znajdę tego, czego szukam, to z mojego planu nici. W budynku Archiwum Konoha było aż za cicho. Nie było słychać ani buczenia lamp, ani odgłosu moich stóp na podłodze. Nagle na obu ścianach zapaliły się pochodnie, a przede mną pojawiły się ogromne dębowe drzwi w kolorze zakrzepłej krwi. Gdy tylko przed nimi stanąłem, otworzyły się i wszedłem do środka. Pomieszczenie, które się za nimi znajdowało zapełniały oszklone podświetlone regały, w których znajdowały się księgi, zwoje i teczki z aktami shinobi Konohagakure. Z marszu skierowałem się do segmentu oznaczonego literą "Y". Przy jednym z regałów stała drabina. Wspiąłem się na nią i odepchnąłem. Gdy znalazłem interesujące mnie nazwisko, uśmiechnąłem się. Zdjąłem jedną z teczek i rozwiązałem sznurki. Zacząłem czytać akta Eizo Yamady. Na samym wstępie niczego nie można było wywnioskować. Przerzuciłem stronę, a wtedy mnie wmurowało. Dlaczego ani ja, ani Trzeci nic o tym nie wiedzieliśmy? Przecież to była zdrada! Eizo Yamada ujawniał informacje o naszej wiosce wrogom.
  Zawiązałem teczkę i wsunąłem ją pod płaszcz Hokage. Nikt niepowołany nie mógł się o tym dowiedzieć. Choćby mnie to kosztowało życie.
  Czym prędzej wyszedłem z Archiwum i udałem się do domu, by przeanalizować dokumenty. Przez Eizo Yamadę groziła nam kolejna wojna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dedykacja jak zwykle dla: Dżeli, Natki, Mayi, Sweetheart, Ruminina, Blanki i Akari.
Nie mam pomysłu na podsumowanie :)

9/07/2013

19. „Since I was born I started to decay. Now nothing ever - ever goes my way.”



No więc, witam! Co prawda po dwóch tygodniach, ale ja mam wrażenie, że minęły co najmniej trzy... No nic, nieważne. Teraz liczy się tylko to, że pojawiła się nowa notka. Pierwszy tydzień szkoły zaczął się u mnie nadspodziewanie dobrze, być może dlatego, że jestem w nowej szkole i klasie. Niestety, babka od historii zdążyła wpisać nam sprawdzian... A jak Wam minął pierwszy tydzień? Mam nadzieję, że dobrze i bez żadnych afer.
Pozdrawiam wszystkich czytelników.
PS Komentujesz = Motywujesz
PPS Dedykacja jak zwykle dla Natki, Hany, Dżeli, Marty i oczywiście pozostałych ;)

 _________________________________________

- Tato! – usłyszałem – Tato!
Głos z pewnością należał do mojej córki. Podniosłem się powoli z kanapy, na której czytałem książkę, po czym przeciągnąłem się. Do salonu wbiegła Yuki. Dyszała ciężko. Miała wypieki na twarzy. Spojrzałem na nią pytająco. Co znów wymyśliła?
- Wujek znów mi dokucza. – oznajmiła z wyrzutem. Podbiegła do mnie, wdrapała mi się na kolana i usiadła.
- Jak ci dokucza? – zapytałem. Czy Sora nie może się od niej łaskawie odczepić? Chyba nie. Wychodzi na to, że uwielbia dręczyć moją córkę.
- Wujek mówi, że jestem mała i nigdy nie zostanę kuno… kuno… - usilnie próbowała wypowiedzieć słowo, które utknęło jej na końcu języka.
- Kunoichi? – podpowiedziałem, patrząc w jej ciemne oczy.
- No właśnie! – uśmiechnęła się z zadowoleniem.
Była taka zabawna. Wszędzie jej było pełno. Do tego uwielbiała zwierzęta, zresztą chyba jak każde dziecko. Rozpływała się jednak nad puchatymi zwierzątkami, przykładem może być królik. Gdy miała dwa latka przyniosła nawet do domu chomika. Mówiła, że dostała go od pana z zoologicznego. Wyjaśniłem jej, że nie możemy go zatrzymać, zwierzę nie będzie się czuło szczęśliwe w naszym domu. Tak naprawdę nie chciałem mieć w domu „trawojada”. Odnieśliśmy więc chomika z powrotem do sklepu. Po tym fakcie Yuki nie odzywała się do mnie przez miesiąc. W ramach przeprosin kupiłem jej pieska, ale ona wciąż tęskniła z Akim. Na dodatek szczeniak panicznie się jej bał. Jak tylko chciała go pogłaskać lub dać mu jeść, uciekał w kąt z podkulonym ogonem, piszcząc ze strachu. Nie chcąc zabijać biednego czworonoga, dałem go w prezencie Sakurze, która rzuciła mi się na szyje, dziękując raz po raz.
Przytuliłem Yuki, rozmyślając o Sorze. Mój brat zawsze miał cięty język. Jednakże tym razem miał rację. Yuki była mała. Pół roku temu skończyła trzy lata. No ale mimo wszystko nie powinien się z niej nabijać.
- Tato? – zapytała niespodziewanie.
- Hm? – wciąż biłem się z myślami.
- Kiedy mamusia wróci?
- Niedługo. – odparłem. Hanare była na misji rozpoznawczej, która trwała już ponad miesiąc. Niby zwykły zwiad, ale… Było pewne „ale”. Matka mojego dziecka powinna wrócić już dwa tygodnie temu, do tej pory nie dała znaku życia, żadnej wiadomości. Po prostu nic. Niepokoiło mnie to.
Siedzieliśmy w milczeniu przez ładne parę minut. Po jakimś czasie Yuki zaczęła nucić pod nosem jakąś piosenkę, a ja zacząłem się zastanawiać, czy znów nie czytać książki. Dostałem ją na urodziny od Minato. Uśmiechnąłem się. Najnowsza powieść Jiraiyi trafiła w moje ręce. Wziąłem książkę do ręki i otworzyłem na stronie, na której skończyłem. Czytałem z zapartym tchem. Akurat trafił się dość pikantny kawałek i chcąc nie chcąc zarumieniłem się. Przed te trzy lata wciąż nie porzuciłem swojego hobby i zboczeństwa.
- Tatusiu, czemu jesteś taki czerwony? – Yuki spojrzała na mnie błyszczącymi oczami.  Patrząc na nią, dotarło do mnie, że moja córka rzeczywiście jest do mnie podobna.
- Ja? Skąd… To światło tak dziwnie pada… - próbowałem się jakoś bronić, ale co ja mogłem? Przecież to nie moja wina, że Yuki jest taka spostrzegawcza.
- Widzę, że jesteś czerwony, tato. – powiedziała, uśmiechając się. – To pewnie przez tą książkę, którą dał ci wujek Minato. – dodała.
Zamilkła na moment.
- Zastanawiam się, co w niej takiego jest, że ją tak czytasz… Mogę zajrzeć? – powtórnie się uśmiechnęła.
Odruchowo zakryłem dłonią książkę. Jeszcze tego brakowało, żeby Yuki przejęła moje nawyki.
- Em… Pokażę ci, gdy będziesz starsza, dobrze? – powiedziałem, uśmiechając się do niej niepewnie. Miałem nadzieję, ze ni potraktuje tego jako obietnicę.
- No… Dobrze! – odparła ze śmiechem, po czym zeskoczyła z moich kolan i popędziła na dwór, by pobawić się z Bisuke. Pies był jedynym z moich ninkenów, który nie miał nic przeciwko, by bawić się z Yuki. Pakkunowi nigdy się nic nie chciało albo tłumaczył się, że ma coś do załatwienia. Tak naprawdę po prostu się jej bał. Wyjrzałem przez okno. Yuki trenowała właśnie technikę rzucania shurikenami. Średnio jej to wychodziło. Żadna z broni nie doleciała do celu, mimo tego, że Yuki stała tylko trzy metry od pnia. Shurikeny zamiast trafiać do celu, to lądowały w trawie.
- Znowu! – krzyknęła, tupiąc nogą – Znów mi nie wyszło!
- Ja ci nie pomogę… - powiedział Bisuje, drapiąc się w ucho – Jestem tylko psem…
- Nikt ci nie każe! Sama sobie poradzę! – rzuciła metalową gwiazdkę, która utknęła. Weszła jednak za płytko i shuriken wpadł w trawę. Yuki westchnęła tylko i usiadła obok Bisuke. Podciągnęła kolana pod siebie, na nich oparła brodę.
- Jestem do niczego… - mruknęła – Nie potrafię nawet rzucać tymi głupimi shurikenami… Położyła się na trawie, wpatrywała się w chmury.
- Poproś Kakashi’ego, żeby ci pomógł. – Bisuke przysunął się do niej, ziewnął głęboko, po czym zamknął oczy. – Co ci szkodzi… - mruknął.
Zaśmiała się.
- Żartujesz? Ojciec mi nie pomoże, jest zbyt zajęty tym całym „rządzeniem”. Nieraz prosiłam go o pomoc.
- I co? – zapytał.
- Sam widzisz. Nic. – odparła, wstając i wzruszając ramionami – Mamy nie ma, a wujka Sorę albo wujka Minato nie będę prosić.
Yuki nie wiedziała, że słyszałem tą małą wymianę zdań między nią a psem. Zrobiło mi się wstyd. W ostatnim czasie naprawdę zaniedbywałem rodzinę. Może pora odpocząć? A może całkowicie zrezygnować ze stanowiska Hokage? Sam nie wiem. Westchnąłem. Zdecydowanie należało coś z tym wszystkim zrobić, więc wyszedłem do ogrodu.
- Yuki, możemy porozmawiać? – zacząłem. Odwróciła się, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Po chwili znów zaczęła wpatrywać się w niebo. Pojąłem, że była obrażona. Przeklinając siebie, usiadłem obok niej.
- Wszystko słyszałem. – powiedziałem – Ale zrozum, to nie jest tak, że nie chcę ci pomóc. Ja nie mogę tego zrobić. Posłała mi przelotne spojrzenie. – Nie mam czasu, by cię szkolić…
- Nie wiedziałam, że praca jest ważniejsza od rodziny, tato… - burknęła, zrywając źdźbło trawy – Ale to nie twoja wina, że jestem do niczego.
- Yuki… Nie mów tak…
- Czemu? – popatrzyła na mnie – Nawet nie potrafię tym dobrze rzucać! – tu spojrzenie padło na shurikeny.
- Obserwuję cię od jakiegoś czasu. Masz po prostu złą technikę, to wszystko. No, może jeszcze jedno – za bardzo się skupiasz na celu.
- Co? – zapytała.
- Pokażę ci. – wstałem z ziemi, otrzepałem się, po czym zebrałem parę metalowych gwiazdek. Stanąłem w pewnej odległości od pnia, skupiłem się i rzuciłem. Shuriken poleciał, ale nie trafił. Minął docelowe miejsce o parę centymetrów. – A teraz spójrz raz jeszcze. Rzuciłem kolejną gwiazdkę, tak, jakbym odganiał muchę. Broń trafiła dokładnie tam, gdzie powinna. – Rozumiesz już?
- Tak, ale…
- O co chodzi?
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo jesteś taka sama jak ja, Yuki. – uśmiechnąłem się – Mój ojciec, a twój dziadek nie mógł zrozumieć, dlaczego tak jest. Zabrał mnie nawet do specjalisty, ale jak widzisz, nie pomogło.
- To znaczy, że… Mam coś z głową? – przeraziła się, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Oczywiście, że nie! Po prostu  mamy łatwiej, że tak powiem. Nie musimy skupiać się na celu, by trafić.
- Czyli te wszystkie twoje walki…
- Tak. Atakowałem intuicyjnie, tak, jak podpowiadał mi instynkt. Gdy w grę wchodziło ninjutsu czy genjutsu to zupełnie co innego. Jednakże gdy w grę wchodziły kunaie czy inna broń…- wręczyłem Yuki shuriken – Wiesz co? Sama się przekonaj. Takie rzeczy poznaje się w praktyce.
Znów rzuciła. I znów nie trafiła, lecz shuriken znalazł się bliżej pnia niż poprzednim razem.
- Rozluźnij nadgarstek. – podpowiedziałem.
- Ale jak?
- Pomyśl o czymś przyjemnym.
Podniosła kolejną gwiazdkę, stanęła w lekkim rozkroku i znów rzuciła.
- Udało się! – krzyknęła.
Rzeczywiście, shuriken trafił dokładnie w tym samym miejscu, w które trafiłem ja.
- Poćwicz sobie. – powiedziałem – Tylko się nie przemęcz.
- Hai! – odkrzyknęła. Po chwili znów zaczęła trenować, a ja usiadłem pod najbliższym drzewem. Yuki z każdą chwilą trafiała coraz celniej.
- Tato? – zapytała po paru godzinach – Nauczysz mnie Kage Bunshin?
- Nauczę, ale czemu tak szybko? – odpowiedziałem pytaniem.
- No bo… Za pół roku mam egzaminy wstępne w Akademii… I będę miała już cztery lata… Muszę się tego nauczyć…
- A dlaczego ja nic o tym nie wiem?
Yuki podeszła do mnie, usiadła obok i przytuliła.
- To mama ci nie powiedziała?
Pokręciłem głową.
- Nie, nie powiedziała. I kompletnie nie rozumiem, dlaczego…

~*~

- Możemy porozmawiać? – zapytałem Hanare, gdy ta wróciła do domu. Zdążyła ściągnęła buty i ochraniacz na czoło z symbolem Liścia. Właśnie zdejmowała buty. Gdy to zrobiła, przeciągnęła się, ziewając.
- Jasne. – odparła, uśmiechając się do mnie. Przeszła do kuchni, usiadła na krześle i westchnęła. Ja stanąłem obok niej, patrząc się na nią.
 - Dlaczego nie powiedziałaś mi, że Yuki idzie za pół roku do Akademii? –    zapytałem, nie bawiąc się w ceregiele. W tym momencie byłem na nią wściekły.
- A skąd wiesz, że chciałam ją tam posłać? – odpowiedziała mi pytaniem, spoglądając mi w oczy.
- Tak się składa, że Yuki mi to powiedziała. – odparłem, siadając naprzeciwko niej. – Podczas naszego ostatniego treningu.
Hanare zaśmiała się cicho.
- Zapomniałam, po prostu zapomniałam. Ostatnio jestem tak zabiegana, że zapominam o podstawowych rzeczach, to wszystko. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam, przepraszam. – posłała mi przepraszające spojrzenie.
Siedzieliśmy w ciszy przez jakiś czas. Bawiłem się kawałkiem obrusa, a Hanare spoglądała za okno. W końcu to ja przerwałem nasze milczenie.
- A czy ona przypadkiem nie jest za mała? – zapytałem z powątpieniem. Yuki miała niecałe cztery lata, jak takie małe dziecko może sobie poradzić w szkole? Yuki była po prostu a młoda.
- Poradzi sobie, Kakashi. Przecież to nasza córka, musi sobie poradzić. – powiedziała. – Ty skończyłeś Akademię w wieku pięciu lat, poradziłeś sobie!
- Ale Yuki nie jest mną, Hanare! Ona jest jinchuuriki! Jeżeli ktoś się o tym dowie, to jej życie będzie podobnie wyglądało jak Naruto! – krzyknąłem – Nie chcę, by moja córka była wytykana palcami… - dodałem cicho.
- Nie martw się, nic jej się nie stanie, nikt się o niczym nie dowie, zaufaj mi. – wzięła mnie za rękę leżącą na stole. Jej ciepłe długie palce gładziły mnie po dłoni, a całe napięcie powoli ze mnie schodziło. Hanare zawsze potrafiła mnie uspokoić.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Jednak mimo wszystko miałem złe przeczucia.

5/17/2013

10. Wspólna noc.

Ten rozdział dedykowany jest Hanie - chan, dzięki której on powstał. Mam nadzieję, że Ci się spodoba, bo ja zupełnie nie mam głowy do takich rzeczy (wiesz, co mam na myśli - różowe kajdanki ^^). W końcu nie jestem Jiraiyą... No, ale trudno, jak wyszło, tak wyszło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Za oknem świecił księżyc, a ja leżałem na łóżku, bawiąc się tymi różowymi, puchatymi kajdankami, które dał nam jeden z trójki Sanninów. Czy Jiraiya naprawdę myślał, że skorzystamy z tego durnego gadżetu? Jednak to coś było lepsze od dożywotniego zapasu prezerwatyw...

Rzuciłem kajdanki na bok i ziewnąłem, przeciągając się.
- Ależ ja jestem zmęczona... - jęknęła Hanare, wchodząc do sypialni i siadając na łóżku.
- Nie tylko ty. Mam wrażenie, że zaraz odpadną mi kończyny, ale to i tak nie zmienia faktu, że to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, pani Hatake. - powiedziałem, przytulając się do żony.
Objęła mnie, a ja położyłem głowę na jej piersi.
- Hanare...? - zacząłem po chwili - A może byśmy... no wiesz...
Jęknęła.
- Zmęczona jestem, może jutro... - powiedziała, gładząc mnie po włosach, co powodowało, że stawałem się coraz spokojniejszy i bardziej rozluźniony.
Westchnąłem i odsunąłem się od niej i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Przecież to nasza noc poślubna, wypadałoby... - powiedziałem - A poza tym, może byśmy sprawdzili, do czego służą te kajdanki, co...
I zanim zdołała cokolwiek zrobić, lub powiedzieć, pocałowałem ją długo i namiętnie.
- Dlaczego ty mnie tak kusisz... - wyszeptałem między jednym pocałunkiem a drugim.
Nie odpowiedziała mi.
Zjechałem więc niżej  i prawą dłonią zacząłem zataczać kółka po wewnętrznej stronie jej uda. Lewa ręka błądziła zaś po jej ciele, włosach, twarzy... Całowałem jej szyję i dekolt, po czym znów wpiłem się w jej usta.
 Jednak na tym się nie skończyło. Jednym ruchem zerwałem z siebie koszulkę, by po chwili zostać w samych spodniach od dresu.
Hanare też nie próżnowała, moment później została w  samej bieliźnie, co mnie jeszcze bardziej podnieciło.
- Kakashi, zróbmy to, proszę... - powiedziała cicho, wtulając się we mnie.
Znów ją pocałowałem.


Pół godziny później usłyszeliśmy hałas, ale nie przestawaliśmy. Jeżeli Sora ma łeb na karku, nie zajrzy... Przeliczyłem się. Drzwi od sypialni stanęły otworem, w przejściu stał mój brat i patrzył jak się kochamy. Gorzej chyba być nie mogło. Musiał akurat w tej chwili przyjść do domu? Musiał? I dlaczego zawsze mam takiego cholernego pecha!?
- SPADAJ STĄD, MŁODY!!! - krzyknąłem, zakrywając i siebie i Hanare.
On jednak nic sobie z tego nie robił, tylko stał i patrzył na nas, jakbyśmy byli nie wiadomo kim.
- O rany... - wyszeptał, po czym zwiał do pokoju, nie zamykając drzwi.
Trzęsąca się Hanare, wtuliła się we mnie i wyszeptała:
- Co teraz będzie?
Uśmiechnąłem się do niej smutno i pocałowałem ją w czoło.
- Spokojnie, porozmawiam z nim.
Wstałem, nasunąłem na siebie szlafrok, po czym udałem się do pokoju Sory.
Na odchodnym, Hanare powiedziała cicho:
- Tylko za bardzo na niego nie krzycz, to jeszcze dziecko.
- Yhym. Postaram się.
Wyszedłem z sypialni i po chwili stałem już pod drzwiami Sory. Zapukałem.
- Czego? - odpowiedział mi przytłumiony głos.
- Mogę wejść? - zapytałem
- No dobra, właź...
Otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Sora siedział na łóżku i ostrzył kunai o kunai. Na twarzy miał wymalowaną wściekłość.
- Sora, chciałem porozmawiać na temat tego, co się przed chwilą wydarzyło. - powiedziałem spokojnie.
- No i? Co wielki Kakashi chciałby mi powiedzieć? Może to jaki jestem żałosny!? - wrzasnął
- Sora... Przestań, nie o to chodzi. Mam na myśli tylko to, że no... nie powinieneś tak wchodzić bez pukania ani nic. Takie zachowanie świadczy o twojej kulturze.
Spojrzał na mnie ze złością.
- Ty wiesz jak ja się czuję w twoim towarzystwie? Jak ostatni śmieć! Wszyscy widzą tylko ciebie, tego słynnego Kakashi'ego Hatake, wielkiego shinobi! A ja!? Kim ja jestem? Tylko zwykłym, durnym nastolatkiem, który nic nie potrafi! - walnął w szafę, stojącą w rogu pokoju. - Jestem nikim!
Wstałem i podszedłem do niego.
- Nie mów tak. Nasz ojciec na pewno by nie chciał, żebyś tak mówił o sobie. Gdyby w tej chwili tu stał, powiedziałby, że nie powinieneś się tak zamartwiać. - powiedziałem
Sora znów usiadł na łóżko. Nie ostrzył już sztyletu, tylko miętolił palcami pościel.
- Kakashi... Jaki on był? - zapytał cicho.
Spojrzałem na niego.
- Ojciec?
Pokiwał głową, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Był wspaniałym człowiekiem, prawym i sprawiedliwym, nigdy nie pozwolił skrzywdzić swoich przyjaciół. Wszyscy zawsze mogli na niego liczyć, nikogo nie zostawił w potrzebie. Był również świetnym ojcem, a do tego silnym shinobi porównywalnym do trójki legendarnych sanninów. - powiedziałem. - Ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Ojciec wrócił do domu przybity, po tym, jak misja zakończyła się fiaskiem, a to dlatego, że ocalił swoich przyjaciół, którzy wkrótce się od niego odwrócili. Tata miał tylko mnie, ale co ja mogłem zrobić, byłem tylko dzieckiem... W końcu ojciec stoczył się tak nisko, że... popełnił samobójstwo. - zakończyłem, przerywając swój monolog. - To był koniec wspaniałego ninja.
Przez chwilę milczeliśmy, nie wiedząc, co i jak powiedzieć. Przez to, co opowiedziałem Sorze, w głowie pojawiało mi się tysiące nieprzyjemnych obrazów.
- Wiesz co? - Sora przerwał nieprzyjemną ciszę?
- No?
- Nie jesteś wcale taki zły. - powiedział, uśmiechając się.
- Ty w sumie też nie. - odparłem
Wychodząc z pokoju, usłyszałem:
- Ale w łóżku to ja jestem lepszy...
- Akurat. - powiedziałem, śmiejąc się i zamykając za sobą drzwi.

Wróciłem do sypialni, w której czekała na mnie Hanare. Nie zasnęła przez ten czas. Położyłem się obok niej i wtuliłem twarz w jej włosy.

- Tęskniłem. - wyznałem, obejmując ją.
- Co mu powiedziałeś? - zapytała, po czym pocałowała mnie w czoło.
- To i owo... Nic ważnego...
Ziewnąłem.
- Zmęczony jesteś. - powiedziała cicho.
- Tak trochę.
- Trochę? Wyglądasz jak siedem nieszczęść.
Odsunęła mnie od siebie, przytuliła się i już po chwili znaleźliśmy się w krainie snów.

4/01/2013

7. Skrywane uczucia i tajemnica.

Tak, zmieniłam wygląd bloga, poprzednie tło mi się znudziło, a po drugie miejscami był problem z rozczytaniem tekstu, więc teraz jest tak, jak jest i w najbliższym czasie obecny wygląd pozostanie... Powód zmiany jest prosty. Szukam szablonu, lecz do tej pory nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiedniej strony. Na szczęście się udało. Trafiłam na Ministerstwo Szablonów. Teraz muszę tylko poczekać, aż Akuma zatwierdzi moje zamówienie.
No dobra, koniec z tym zanudzaniem, zapraszam do czytania najnowszego rozdziału!

Wasza Ayako


_____________________


- Co? - wrzasnął chłopak, patrząc raz na mnie raz na Sorę.
- Mówiłem ci już... To jest mój młodszy brat, Naruto... - mruknąłem.
Po tym nastała długa chwila milczenia. Żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć.
- Przecież ty nie masz rodzeństwa. - powiedział w końcu Iruka.
Spojrzałem na niego spode łba. Jak nie wie w czym rzecz, to niech się lepiej nie odzywa, do diabła.
- A co ty możesz wiedzieć o moim życiu, co? - warknąłem.
Umino na moment uniósł brwi, po czym je opuścił. Sora patrzył na mnie, ledwo ukrywając śmiech. Przeniosłem na niego wzrok.
- A ty do pokoju, już!
Prychnął tylko, ale po chwili już go nie było. Złapałem się za skronie i ścisnąłem je mocno. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień, za dużo. Bynajmniej dla mnie.
- Kakashi... - szepnęła Hanare.
Naruto poszedł do salonu. Na szczęście.
Ja natomiast poczłapałem do łazienki, dziewczyna weszła do pomieszczenia razem ze mną. Usiadłem na toalecie i schowałem twarz w dłoniach.
- To wszystko mnie przerasta... - jęknąłem - Byłem okłamywany przez cały czas, w dodatku przez rodzonego ojca...
Hanare przysiadła naprzeciwko mnie i położyła swoją głowę na moich kolanach. Nagle złapała mnie za rękę i odjęła ją od mojej twarzy. Miała smutne spojrzenie. Wyglądała tak, jakby za moment miała się rozpłakać. Nie chciałem na nią patrzeć, byłoby tylko gorzej.
- Przestań się smucić, Kakashi... - powiedziała cicho - Nie cieszysz się, że masz rodzeństwo...?
- Nie. Nie cieszę się. Może gdyby Sora był inny... ale tak... - westchnąłem - Ty masz rodzinę, co prawda dopiero co ją odnalazłaś, ale ją masz, do diaska! A co ja mam powiedzieć? Mam brata, który pali i pije! Kompletnie nie czuję pokrewieństwa... Mieliśmy co prawda wspólnego ojca, ale mimo tego i tak nie czuję się jego bratem...
- Przestań rozpaczać, to w niczym nie pomoże.
I wtedy to do mnie dotarło. Spojrzałem na Hanare i pojąłem, że... ją kocham. Tak, kochałem ją, ale byłem tak głupi i ślepy, że dopiero teraz to zauważyłem. Nie darzyłem ją jednak miłością za wygląd, lecz za charakter i za to, że zawsze przy mnie była, do tego uratowała mnie bóg jeden wie ile razy. To za to ją kochałem, za to, kim była.
- Hanare... - zacząłem - Kocham cię...
Popatrzyła na mnie z niedowierzaniem. Uśmiechnąłem się do niej słabo.
- Ja nie żartuję. - powiedziałem - Naprawdę cię kocham, dziewczyno.
Zacząłem powoli ściągać maskę, zbliżając się do jej ust. Zarumieniła się.
- Nie wiedziałem, że jesteś taki przystojny... - szepnęła, dotykając dłonią mojego policzka. - Naprawdę nie miałam pojęcia...
Pocałowałem ją czule.
- No to teraz już wiesz.
Uśmiechnęła się. Usłyszałem pukanie do drzwi łazienki. Pukającym był Sora, poznałem go po głosie.
- Kakashi! Hanare! Wyjdźcie z łazienki, natychmiast! - krzyknął
- Jak chce ci się siku, to musisz trochę poczekać. - powiedziałem, przytulając dziewczynę.
- Nie o to chodzi! - uderzył w drzwi - Naruto dostał jakichś dziwnych drgawek i pluje krwią!
Momentalnie zerwałem się na nogi, zaciągnąłem maskę i otworzyłem jednym szarpnięciem drzwi.
Wybiegłem z pomieszczenia i pobiegłem do salonu.
Naruto leżał na podłodze i pluł krwią. Iruka (nie wyszedł z domu) próbował zatamować krwawienie, ale na niewiele się to zdało. Z chłopakiem było coraz gorzej, w każdej chwili mógł się wykrwawić.
Spojrzałem wilkiem na Sorę.
- To nie ja, przysięgam, że nic mu nie zrobiłem!
- To prawda, Kakashi. Sora nic nie zrobił. - powiedział Iruka - Chłopak nagle dostał drgawek, a chwilę temu nic nie wskazywało na to, że coś mu się stanie.
Podszedłem do nieprzytomnego blondyna, przyłożyłem mu dłoń do klatki piersiowej i uwolniłem czakrę. Po paru chwilach już wiedziałem, co mu się stało.
- Ma wylew wewnętrzny! - powiedziałem głośno - Trzeba go jak najszybciej zabrać do szpitala!
Podniosłem chłopaka i przyłożyłem mu zakrwawioną szmatkę do ust.
- Sora, pomożesz Iruce spakować najpotrzebniejsze rzeczy Naruto, a ty, Hanare, idziesz ze mną. - powiedziałem

Po paru minutach biegu Naruto już był pod obserwacją lekarzy. Jako jego wychowawca zostałem w poczekalni i czekałem na wyniki badań. Hanare oczywiście była ze mną. Trzymała mnie za rękę, opierając głowę na moim ramieniu.
- Wyjdzie z tego, Kakashi. Na pewno. - powiedziała.
- Mam nadzieję, przecież to nasz najbardziej oryginalny i nieprzewidywalny ninja. On musi wyzdrowieć, nie ma innej opcji, księżniczko.
Hanare spojrzała na mnie zdziwiona.
- Skąd to przezwisko?
Wzruszyłem ramionami.
- Może dlatego, że cię kocham? - odparłem
Pocałowałem miejsce na jej szyi, tuż pod uchem.
Szczypnęła mnie lekko.
- Nie tutaj, głuptasie. Jesteśmy w szpitalu, opanuj się. - syknęła
- Oj tam, oj tam. Co nam szkodzi... - mruknąłem
Odepchnęła mnie.
- A jak nas ktoś zobaczy? - uniosła brew w niemym pytaniu.
- Nawet jeśli tak, to co z tego! Na moje to cała wioska może się dowiedzieć o mojej miłości do ciebie.
Pokręciła powoli głową.
- Rany, aleś uparty...
Nagle usłyszałem śmiech. Jego śmiech. Gai. Gorzej chyba być nie mogło. Modliłem się, by mnie nie zauważył. Dziś nie miałem ochoty na jego dziecinne pojedynki. Niestety przeliczyłem się w swojej nadziei.
- No proszę, proszę, kogo moje cudne oczy widzą! - zawołał prosto z mostu - Czy to aby nie Kakashi Hatake, największy kawaler w Konoha?
- Witam, Gai. - odparłem chłodno.
Wyszczerzył zęby w swym głupkowatym uśmiechu i wsparł się pod boki. Jednak po chwili uśmiech znikł z jego twarzy.
- Ej, stary, co jest? - zapytał - Wyglądasz jakbyś miał za chwilę zwymiotować.
I zaraz to zrobię, o ile się stąd nie wyniesiesz, pomyślałem.
- Nic nie jest, odczep się. - powiedziałem.
- Znowu niedomagasz? - nie dawał za wygraną
Udałem, że tego nie słyszałem.
- Nie chcesz powiedzieć, to nie, trudno. Ale na pojedynek to chyba się skusisz, co?
- Nie. - odparłem krótko.
Odszedł, gdy zobaczył, że nie zwracam na niego najmniejszej uwagi.
Tym razem łatwo odpuścił.  Przytuliłem mocniej do siebie Hanare. Jęknęła. Coś ją zabolało.
Spojrzałem na nią z niepokojem. Uśmiechnęła się słabo. Coś było nie w porządku, czułem to.
- Co się stało? - zapytałem cicho.
- Nic.
- Jak nic? Przecież widzę. - powiedziałem - Nie ukrywaj, ja i tak się dowiem.
Podciągnęła bluzkę. Na lewym boku miała olbrzymiej wielkości siniak, który miał obrzydliwą fioletową barwę. Wyglądał na dość świeży. Przejechałem delikatnie po nim palcem. Hanare zadrżała.
- To nic, zniknie. - powiedziała
Westchnąłem. Co za uparta baba!
- Powiedz, kto ci to zrobił.
- Ojciec. - odparła.
Ojciec jej to zrobił! Za kogo ten człowiek się uważa, robiąc coś takiego!? Nie mogłem tego pojąć. Jaki rodzic bije swoje własne dziecko!? To jest chore!
- Podczas mojego pobytu Wiosce Zamka, mój ojciec... wielokrotnie próbował mnie zabić, a dziś rano prawie udało mu się to zrobić... Na szczęście uciekłam. - wyznała.
Po tym, co powiedziała, byłem w niezłym szoku.
- Ale... ale dlaczego? - zapytałem powoli.
Spuściła głowę.
- Ponieważ... jestem Jinchuuriki. Jinchuuriki Dwuogoniastego, Matatabi...

3/22/2013

6. Rodzinny sekret.

Nie wiem, co we mnie wstąpiło, by napisać taki rozdział, tym bardziej, że nienawidzę śniegu, w ogóle zimy. Może dlatego, że za oknem jest ta mokra breja? Pojęcia nie mam, ale proszę Was, byście zrozumieli moją porytą psychikę.
Rozdział jak zwykle dedykowany jest Tobie, Dżela, mojej "siostrze" Natce oraz wszystkim znajomym, którym podoba się mój blog i to, co piszę. To właśnie wy wspieracie mnie w tym, co robię, wielkie arigto!!!
__________________


Wszędzie leżał biały puch. Cała Konoha obsypana była śniegiem, mieszkańcy powoli przygotowywali się do świąt, które miały być już w przyszłym tygodniu. 

Z lokali dochodziły najróżniejsze kolędy, w oknach, na drzwiach i podwórzach roiło się od świątecznych ozdób. Niestety, taki nastrój nie wszystkim się udzielał. Ja nie miałem czego świętować. Odkąd mój ojciec popełnił samobójstwo, w ogóle nie obchodziłem Wigilii, bo i dla kogo? Hanare nie było, wyjechała do swoich odnalezionych rodziców do Wioski Zamka, zresztą Naruto też gdzieś wywiało. Do Sakury też postanowiłem się nie wpraszać, ona ma swoją rodzinę, w dodatku niedawno urodził się jej brat, a Sasuke z pewnością znów chciał zostać sam. Chcąc nie chcąc, udałem się do najbliższego baru barbecue. Usiadłem przy stoliku i zacząłem przeglądać menu. Mój wzrok padł na pierwsze lepsze danie.
- Poproszę dużą porcję wieprzowiny na ostro. - powiedziałem, nie patrząc na kelnera.
Czekając na posiłek, zauważyłem chłopaka, siedzącego naprzeciwko i patrzącego się na mnie. Na oko miał jakieś 15 lat. Nie byłoby w nim nic szczególnego, gdyby nie to, że był bardzo podobny do mnie! Z wyjątkiem oczu, te były soczyście niebieskie. Gapiliśmy się na siebie w milczeniu. W końcu młody nie wytrzymał.
- Masz jakiś problem, staruszku? - zapytał gniewnie. 
Zdławiłem przekleństwo.
- Nie mam, ale za to chyba ty masz problem gówniarzu. Rodzice nie nauczyli cię szacunku do starszych, czy co?
Chłopak prychnął, po czym wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, do ust włożył papieros. Po chwili w całym lokalu obrzydliwie śmierdziało petami.  Młody nagle przysiadł się do mojego stolika, położył nogi na stole jakby nigdy nic, po czym chuchnął mi w twarz dymem. Nie wytrzymałem.
- Czy ty jesteś normalny? - zapytałem głośno - Chcesz puścić ten budynek z dymem?
- No i co z tego? Co ty możesz mi zrobić? - spojrzał na mnie drwiąco.
- Dużo, do cholery! - walnąłem w stół.
Do sali wszedł właściciel baru. Gdy zobaczył, że jeden ze stołów jest rozwalony, a ja stoję nad jego resztkami, wrzasnął:
- WYNOCHA!
Wydałem całe oszczędności. Przecież musiałem zapłacić za jedzenie i rozwalony stół. Po tym wyszedłem z lokalu. Zamierzałem wrócić do pustego domu, ale nie mogłem, bo gówniarz szedł za mną krok w krok i prowokował co chwila. Mimo wszystko chłopak zaintrygował mnie. Nie miał ochraniacza na czoło, człowiek w jego wieku powinien być co najmniej chuuninem, a ten... Do tego nigdy nie widziałem go w wiosce, dlatego postanowiłem pobawić się w policję.
- Skąd jesteś, młody? - zapytałem.
- A co cię to obchodzi, co? - warknął - Nie mam obowiązku ci odpowiadać!
Odwróciłem się do niego. Patrzył na mnie wyzywająco. W ustach znów miał papierosa.
- Zgaś to, bo śmierdzi. - powiedziałem - A po drugie, jak będziesz się tak odzywał to pogadamy inaczej. Z Hokage, a wtedy nie będzie dobrze.
- Nie zgaszę. - mruknął i zaciągnął się papierosem.
Wkurzyłem się. Podszedłem do niego, chwyciłem za ramię i siłą zaprowadziłem do Hokage.
Weszliśmy do budynku. Chłopak oczywiście się wyrywał, ale nie puściłem go. Wolną ręką zapukałem do drzwi gabinetu Trzeciego.
- Wejść. - usłyszeliśmy, po czym wszedłem z gówniarzem do pomieszczenia.
Hokage jak zwykle siedział za biurkiem i wypełniał jakieś papiery.
- Dobry wieczór, Kakashi. Co cię do mnie sprowadza? - przywitał się.
Przeniósł wzrok na mojego towarzysza. Przez chwilę nic się nie działo, ale po chwili jego oczy stały się nienaturalnie duże i zapytał głośno:
- So... Sora, to ty...?
- Cześć, dziadek. - powiedział
Walnąłem chłopaka po głowie.
- Zachowuj się. - mruknąłem - Nie masz prawa się tak odzywać do Czcigodnego, młody.
- Kakashi, spokojnie. Nie masz co się wściekać. Sora to mój dobry przyjaciel, uratowałem mu kiedyś życie, przywykłem do jego odzywek. - powiedział Trzeci.
Młody usiadł na krześle naprzeciw biurka i znów założył nogi na blat, zwalając papiery.
- Masz jakieś sake, dziadek? - spytał Sora, bawiąc się pędzelkiem do kanji.
- No mam... ale Sora, na litość boską, ty masz dopiero 15 lat, tobie nie wolno! - Hokage nie krył zaskoczenia.
- Oj tam, oj tam. - mruknął chłopak.
Trzeci wyciągnął z szafki butelkę trunku.
- Kakashi, napijesz się?
- Nie, dziękuję. - odparłem - Ja nie piję.
To prawda, nie piłem od tej durnej imprezy.
- Cienias.
Sora z każdą chwilą wzbudzał we mnie coraz większą niechęć. Stanąłem przy ścianie i wsłuchałem się w ich rozmowę.
- Co cię do mnie sprowadza do Konoha, Sora?
- Misja, ale nim się wkurzysz, dziadek - zaczął - nie przyszedłem tu, by zniszczyć Konohę.
- No dobrze, wierzę ci. A tak poza tym, jak mama. Trzyma się jakoś? - zapytał Trzeci.
Mógłbym przysiąc, że jak to powiedział, spojrzał na mnie.
Sora zawahał się przy odpowiedzi.
- Mama nie żyje. Zginęła w obronie Wioski Klucza, podczas rebelii. Umierając, przekazała mi, bym udał się do Konoha - gakure i odszukał swojego starszego brata, który jest tutejszym shinobi.
- Nie musiałeś długo szukać, już go znalazłeś. - powiedział Trzeci - Kakashi, podejdź do nas na chwilę.
Posłusznie stanąłem u boku Hokage.
- Kakashi, poznaj swojego młodszego brata, Sorę Hatake.
Osłupiałem. Sora jest moim bratem. O matko... A myślałem, że już nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Myliłem się. Chłopaka też to zaskoczyło, nic nie mówił tylko raz po raz otwierał i zamykał usta.
- Zalewasz, dziadek! - powiedział głośno.
- Nie nie zalewam. Możesz wierzyć lub nie, ale Sakumo Hatake był również twoim ojcem.
- TEN Sakumo Hatake? Ten co zabił rodziców Sasoriego?
- Dokładnie ten sam.
- Super... - mruknął Sora.

***


Wróciliśmy do domu. Otworzyłem drzwi wejściowe i wszedłem do środka. Sora niepewnie rozejrzał się po wnętrzu, ale również przekroczył próg.

- Kakashi, to ty? - usłyszałem znajomy głos.
Hanare. Musiała przed chwilą wrócić, bo dwie godziny temu, gdy wychodziłem jeszcze jej nie było.
- Tak, to ja, ale ktoś ze mną jest. - odparłem.
Dziewczyna weszła do przedpokoju. Gdy zobaczyła Sorę, zapytała:
- Kto to jest?
Spojrzałem na chłopaka.
- Hanare... to jest mój młodszy brat, Sora.
Nie kryła zdziwienia. Sora spojrzał na Hanare pożądliwym wzrokiem. Nie spodobało mi się to. I to bardzo.
- To twoja laska, brat? Fajna.
Przewróciłem oczami.
- To nie jest moja "laska", tylko przyjaciółka. - mruknąłem.
- Taa, pewnie. - powiedział Sora i popędził na górę.
Trzasnęły drzwi.  Postanowiłem zostawić go w spokoju. Powinien przywyknąć do nowej sytuacji.
- Ale od kiedy masz... brata? - zapytała Hanare 
- Od 15 lat jak mniemam... Nigdy nie myślałem, że mam jeszcze kogoś bliskiego...
- A ja? - spojrzała mi prosto w oczy.
- Co ty?
- A ja się nie liczę?
Zastanowiłem się.
- Ty, Hanare... twoja sprawa to zupełnie co innego. Nie jesteś moją rodziną. - powiedziałem.
- Może i nie jestem, ale wiem, że jestem twoją przyjaciółką. - mruknęła - Czy się mylę?
Westchnąłem z rezygnacją.
- Nie, nie mylisz się. Jesteś...
Nie dokończyłem, bo drzwi wejściowe otworzyły się i do domu wpadł Naruto. Był z nim Iruka. Odkąd się pokłóciliśmy na imprezie, nie odzywaliśmy się do siebie.
- Zamknij drzwi, głąbie. - powiedziałem.
Blondyn posłusznie je zatrzasnął.
- Słuchaj, sensei... Ja i Iruka - sensei mamy mały problem...
Uniosłem brwi w niemm zdziwieniu.
- Jaki, Naruto? - zapytałem.
Zaczął kręcić młynka palcami.
- Zalałem sobie mieszkanie, Kakashi - sensei. Kibel się zapchał i woda z niego popłynęła prosto do mieszkania Iruki, rozwalając przy okazji całą toaletę... - mruknął chłopak.
Ja nie mogę... Znowu coś odwalił... Od zawsze wiedziałem, że pewnego dnia jego głupota sięgnie szczytu.  Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać z tego powodu, dlatego jęknąłem cicho.
- Naruto, tylko nie mów, że mam ci ten kibel naprawić...
- Nie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Chciałem się tylko zapytać, czy nie mógłbym u ciebie zamieszkać, tak tymczasowo.
Jasna cholera! Dlaczego!? Przecież ja nie mam miejsca, by pomieścić jeszcze dodatkową osobę!
- Sensei, proszę... - jęczał Naruto
Nie miałem wyjścia, musiałem go przyjąć.
- No dobra, przeżyję. Raz kozie śmierć. - mruknąłem z rezygnacją.
Chłopak zaczął skakać z radości.
- Hura!
Usłyszałem trzask drzwi. Po chwili na schodach pojawił się Sora.
- Czemu się tak drzecie? - zapytał - Pogrzało was, czy co? A poza tym, co to za gówniarz?
Zaraz się wścieknę, zaraz się wścieknę. Ile razy można to samo tłumaczyć?
- Naruto, to jest mój młodszy brat...
- CO? - wrzasnął blondyn.

Reklama

CREATED BY
Mayako