Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kakashi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kakashi. Pokaż wszystkie posty

3/14/2015

35. Egzamin na chūnnina. Cz. I. Wybór.


Pół roku później

            Przez wzgląd na ostatnie wydarzenia całkowicie zapomniał o tak ważnej sprawie, jaką był egzamin na chūnnina. Gdyby Minato nie przypomniał o tym mężczyźnie, Kakashi Hatake, piąty Hokage Konohagakure, byłby kompletnie nie przygotowany.
            Szarowłosy poderwał się z krzesła i podszedł szybkim krokiem w stronę szafki na dokumenty. Z kieszeni spodni wyjął mały kluczyk, po czym włożył go w dziurkę i przekręcił. Rozległ się cichy trzask, a po chwili drzwiczki otworzyły się szeroko i wielki stos dokumentów wylądował na podłodze.
            Kakashi jęknął, kucając i układając w stos rozsypane kartki. Jedna z nich przykuła uwagę mężczyzny. Były na niej wypisane dane teamu Naruto. Drużyna numer siedem doskonale sobie radziła, mimo tego że jej członkowie niecały rok temu ukończyli Akademię, to wykonywali zadania, z którymi nawet doświadczony jōnin miałby niemałe problemy. Grupa tych dzieciaków przypominała Kakashi’emu to, jaki on był w ich wieku. Hatake też wyróżniał się wśród rówieśników i w efekcie był jedną z niewielu osób, które w rok ukończyły szkołę.
            Przyjrzał się fotografii swojej córki. Strach w obawie o Yuki nie znikał – wzmagał się. Nie chciał, aby dziewczynka startowała w egzaminie, ba, on nie chciał, żeby w ogóle była shinobi! Yuki jednak uparła się, że sobie poradzi – twierdziła, że skoro Naruto się udało, to jej też się uda. Jednak to nie zmieniało faktu, że Kakashi się o nią cholernie bał.
            Nagle usłyszał kroki, a kilka sekund później czyjeś ręce pomogły mu pozbierać resztę kartek.
            - Kakashi, musisz zgłosić uczestników do egzaminu – Minato spojrzał uważnie na Kakashi’ego.
            - Wiem – odparł młodszy z mężczyzn. – Tylko…
            - Nie wiesz, czy zgłosić drużynę Yuki – blondyn pokiwał powoli głową. – Problem polega jednak na tym, że cała czwórka podpisała chęć udziału w egzaminie. Nie dopuszczenie ich do testu może być kłopotliwe, a biorąc pod uwagę wybuchowość mojego syna… Wyobrażasz sobie, co się będzie dziać, jeżeli Naruto się o tym dowie? Znasz go przecież. Musisz im pozwolić na odrobinę rywalizacji, Kakashi. To już nie są małe dzieci, są shinobi, a ryzyko to nieodłączny element tego zawodu. Taką decyzję podjęła twoja córka i jej przyjaciele.
            - Ale… - zaczął Hatake, spoglądając bezradnie na swojego byłego sensei.
            - Jak zrobi się niebezpiecznie, przerwiemy egzamin.
            Kakashi westchnął zrezygnowany. Nie pamiętał, kiedy stał się takim tchórzem. Najpewniej po narodzinach Yuki. Jednak w ostatnim czasie wydarzyło się parę przykrych zdarzeń – jednym z nich było to, że pół roku temu o mały włos nie stracił swojej ukochanej córki.
            Nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić. Minato miał rację – jeżeli zrobi się niebezpiecznie, przerwą test.
            - Minato, poinformuj starszyznę, że uczestnicy zostali zatwierdzeni, a potem wyślij wiadomość do pozostałych wiosek z datą rozpoczęcia egzaminu – dokładnie za dwa tygodnie licząc od dnia dzisiejszego.
            - Dobrze – odparł Namikaze, zmierzając w kierunku drzwi. W ostatniej chwili się jednak zatrzymał. – Zapomniałem ci powiedzieć, że znów zostanę ojcem – uśmiechnął się do Kakashi’ego.
            - Naprawdę? – Kakashi uniósł w zdziwieniu brwi. – Nie wiedziałem, że Hana jest w ciąży. Moje gratulacje! Czyli Naruto będzie miał brata?
            - Dzięki. Wolałbym, żeby była to dziewczynka. Sam rozumiesz, mniej problemów… Do niedawna ja też nie wiedziałem, że będę miał dziecko, Hana powiedziała mi o tym jakiś tydzień temu.
            Szarowłosy zaśmiał się.
            - To tylko głupi przesąd, że dziewczynki są spokojniejsze, przypomnij sobie Yuki w wieku dwóch lat. Wszędzie jej było pełno, a Kazuki… Ten chłopak to wzór spokoju. Jest aż zbyt spokojny. Czasami się o niego martwię, ale co ja ci będę zawracał głowę, kiedy masz swoje problemy – machnął ręką.
            Minato uśmiechnął się ponownie, a potem zniknął za drzwiami.
            Kakashi został sam z własnymi myślami, po raz kolejny wpatrując się w kartkę z danymi drużyny siódmej.

◊◊◊

Dwa tygodnie później

           
            Nie mogła spać, była za bardzo podekscytowana. Przekręcała się tylko z boku na bok i wpatrywała się w widok za oknem. Świecił księżyc, powodując, że jej kotka, która spała w rogach jej łóżka, zeskoczyła na podłogę, przeciągnęła się, a po chwili spojrzała na swoją panią. Zwierzę wciąż rosło i w efekcie kot miał teraz rozmiary średniego tygrysa. Kuroi rozwarła lekko pysk, ukazując różowy, szorstki język i białe, ostre jak sztylety zęby. Kocica zamruczała, po czym skierowała wzrok na okno, dając do zrozumienia, że jest głodna i musi zapolować (zwykła karma nie skutkowała na Kuroi).
            Yuki wstała i uważając, aby nie nadepnąć na długi, puszysty czarny ogon kota, podeszła do okna. Szarpnęła zasuwkę i okno się otworzyło. Kuroi na znak podziękowania otarła się łbem o klatkę piersiową dziewczynki, po czym jednym susem wskoczyła na parapet, a z niego na pokaźnych rozmiarów sosnę japońską, która zatrzeszczała pod ciężarem zwierzęcia.
            Yuki miała nadzieję, że kot wróci zanim rozpocznie się egzamin.
            Po kilku minutach wróciła do łóżka, po czym znów spróbowała zasnąć i po raz kolejny bezskutecznie.

◊◊◊

            Kilka godzin później zaczęło świtać, a Yuki wciąż nie spała. Kuroi wróciła pół godziny wcześniej, oblizując się po skończonym posiłku, jakim był jeleń, a potem usadowiła się na łóżku, zwinęła w kłębek i zasnęła, wydając przy okazji pomruk zadowolenia.
            Yuki natomiast zeszła na dół do przedpokoju, założyła buty i bluzę, po czym wyszła do ogrodu. Skierowała się w stronę grubego pnia, jaki pozostał po rozłożystej wierzbie. Stanęła przed nim w odległości trzech metrów i wykonała szereg znaków. Na jej dłoni pojawiło się małe wyładowanie elektryczne. Wymierzyła je w pień, a wtedy zniknęło. Dziewczynka uderzyła pięścią w drewno.
            Yuki odskoczyła gwałtownie. Po raz kolejny nie udało jej się wykonać Chidori, oryginalnej techniki swojego ojca. Trenowała ją od miesiąca, a efektem była tylko mała błyskawica, która znikała po kilku sekundach i dziewczynka musiała zaczynać wszystko od początku.
            Ponownie skupiła czakrę w lewej dłoni i po raz kolejny pojawiła się błyskawica. Skierowała ją w drzewo, jednak znów nie udało jej się go zniszczyć. Jak tylko czakra dotykała pnia, cała technika przestawała działać.
            - Dlaczego? – Szepnęła do siebie. – Dlaczego nie mogę tego opanować? Co robię nie tak?
            Przyjrzała się swojej ręce. Może dlatego, że jestem leworęczna?, pomyślała.
            Kopnęła pień, wytrącona z równowagi.
            Nawet nie usłyszała, jak jej ojciec wchodzi do ogrodu, ubrany tylko w szlafrok i niebieskie kapcie.
            - Śnieżynko, wracaj do domu! – Zawołał. Gdy jednak zobaczył, czego Yuki próbuje się nauczyć, dodał: - Nie uda się.
            Dziewczynka odwróciła się do niego, posyłając mu niezbyt przyjazne spojrzenie.
            - Kiedy stworzyłem Chidori, byłem dwa razy starszy niż ty teraz, ale nawet wtedy nie potrafiłem opanować tej techniki. Szczerze mówiąc do tej pory nie mógłbym się nią dobrze posługiwać, gdyby nie Obito – powiedział.
            - Twój zmarły przyjaciel? – Spytała, dając sobie spokój z wyładowywaniem złości na martwym drzewie, które wcale nie było niczemu winne.
            - Tak… Gdyby nie on… Gdyby nie podarowany przez niego Sharingan…
            - Czyli to Kopiujące Oko jest potrzebne, aby się nauczyć Chidori? – podbiegła do Kakashi’ego i przytuliła się do niego, a ten po kilku sekundach podniósł ją i weszli do środka domu. Hatake zasunął drzwi prowadzące do ogrodu.
            - Niestety tak. – odparł.
            Yuki zsunęła się z ramion ojca, stanęła przed nim, trzymając się pod boki i nadymając zabawnie policzki – robiła tak zawsze, jeżeli obrała sobie jakiś konkretny cel.
            - W takim razie znajdę sposób, aby nauczyć się Chidori bez Sharingana – mruknęła.
            - Ale po co? – Kakashi spojrzał na córkę uważnie.
            - Jak to po co? Aby się bronić, tato! Czasami w ogóle nie myślisz, wiesz? A poza tym Chidori to jedna z najlepszych technik, w dodatku twoja! – uśmiechnęła się do ojca tym słynnym uśmiechem klanu Hatake. Zarówno dziewczynka jak i jej ojciec uśmiechali się rzadko, jednak jeśli już to robili, robili to szczerze, bez żadnej sztuczności.
            - Skoro tak twierdzisz, to chyba nie pozostaje mi nic innego, jak w ciebie uwierzyć – poczochrał Yuki po głowie.

◊◊◊

            - Jesteś pewna, że chcesz brać udział w tym egzaminie? – zapytał Kakashi Yuki podczas śniadania. Dziewczynka przewróciła oczami. W ciągu tych dwóch tygodni słyszała to pytanie co najmniej ze sto razy, ale po raz kolejny odpowiedziała ojcu.
            - Tak, jestem pewna. Tato, daj spokój, dam sobie radę.
            Westchnął.
            - Wiem, tylko… - zaczął na nowo.
            - Martwisz się o mnie – uśmiechnęła się do niego, po czym dojadła kanapkę, wstała od stołu i skierowała się do przedpokoju, gdzie założyła swoją granatową bluzę i buty, a do lewego uda przywiązała kaburę z shurikenami. Poprawiła zawieszony na szyi ochraniacz. Kilka chwil później podbiegła do ojca, po czym przytuliła się do niego. Kakashi pocałował Yuki w czoło, a potem otworzył drzwi wejściowe. Szarowłosa pobiegła przed siebie, machając mężczyźnie na pożegnanie.
◊◊◊

            Nie spieszyła się. Do egzaminu miała jeszcze ponad godzinę czasu.
            Zwolniła bieg, słysząc tupot łap swojej kotki Kuroi. Zwierzę po kilku sekundach dogoniło Yuki i zrównało z nią krok.
            Kocica przystanęła, po czym przeciągnęła się i usiadła na ziemi, aby dziewczynka mogła wdrapać się na jej grzbiet. Po chwili wstała i popędziła w kierunku centrum Konoha.
            Krążyli po wiosce przez jakiś czas, jednak Yuki jakieś pół godziny później kazała kotu skierować się w stronę Akademii. Kiedy dziewczynka dotarła na dziedziniec, spostrzegła swoich przyjaciół siedzących pod rozłożystym dębem z przytwierdzoną, na wpół rozwaloną, huśtawką.
            Zeskoczyła na ziemię, a chwilę później siedziała już obok Mizuko. Kuroi w tym czasie wylegiwała się na słońcu, posapując głośno i machając ogonem.
            - Kurczę, jakie to męczące… - westchnął Shun, zakładając ręce za głowę, równocześnie zamykając oczy. – Jak pomyślę, że będziemy musieli walczyć z tymi ludźmi, to… - otworzył na moment oczy i wskazał na przeciwników, którzy stłoczyli się wokół drzwi szkoły. Była to najróżniejsza zgraja typów – począwszy od dziwaków, którzy trzymali w dłoniach kawałki drutu i mamrotali do siebie, rozglądając się wzrokiem szaleńca, po najprawdziwszych osiłków, będących w stanie skręcić kark dorosłego mężczyzny jedną ręką.
            Karasu przełknął ślinę.
            - Mamy nad nimi przewagę – jesteśmy na swoim terenie, znamy tę wioskę, oni nie. Możemy to wykorzystać – odezwał się lekko drżącym głosem.
            Mizuko prychnęła.
            - Jaką niby przewagę? Nie mamy pojęcia, co dla nas przygotowali, tak samo jak nasi przeciwnicy. Wszyscy startujemy z tego samego miejsca. Nie wiemy nawet, jak ten egzamin będzie wyglądał. Równie dobrze mogą kazać nam się nawzajem zabijać! I ty to nazywasz przewagą? – powiedziała Uchiha.
            Yuki pokiwała głową.
            - Mizuko ma rację. Musimy być przygotowani na wszystko, na zabijanie również. Wiem, że jesteśmy tylko geninami, ale w ciągu tych sześciu miesięcy pozbawiliśmy życia więcej osób niż tu stoi! – szarowłosa podrapała się po ręce, kierując wzrok na drzwi Akademii.
            - Yuki… Ojciec nie powiedział ci czasem, na czym to polega? No wiesz, pomyślałem sobie, że może coś wiesz… - Shun ziewnął, spoglądając na koleżankę z drużyny.
            Dziewczynka pokręciła głową.
            - Nie, niestety. Shun, wiesz przecież, że gdybym coś wiedziała, powiedziałabym wam. Jesteśmy jedną drużyną, musimy się wspierać. – w tej chwili otworzyli drzwi szkoły. – Hej! Idziemy!
            Podniosli się, po czym skierowali w stronę Akademii. Ostatnim razem byli w tym budynku rok temu – podczas egzaminów końcowych.
            Podążali za tłumem, który szedł w stronę sal egzaminacyjnych.
            Przed drzwiami jednej z nich stała dwójka chūnninów ubranych w szare mudury. Byli to Izumo i Kotetsu. Mężczyźni sprawdzali przepustki obcych shinobi i legitymacje konoszańskich ninja. Trwało to może z dwadzieścia minut, po których drużyna siódma znalazła się w pomieszczeniu. Po wylosowaniu numerów miejsc pożegnali się, życząc sobie powodzenia, po czym udali się do odpowiednich ławek.
            Yuki nie myślała, że znajdzie się tak daleko od przyjaciół; każde z nich znajdowało się na innym końcu klasy w związku z czym komunikacja nie wchodziła w grę.
            Nagle rozległ się trzask i do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna. Miał długie brązowe włosy zebrane w koński ogon i oczy o barwie mchu. Wydawały się przez to zbyt niezwykłe. Przez policzek przechodziła mu różowa blizna.
            - Spokój! – odezwał się. Miał niski, dość przerażający głos. – Nazywam się Manabu Agawa. Zdajecie sobie sprawę, z jakiego powodu tu jesteście? Nie? To w takim razie jaki idiota was zgłosił do tego egzaminu, co matoły?! Jeżeli jednak wiecie, z jakim ryzykiem wiąże się stopień chūnnina, znaleźliście się w dobrym miejscu. Musicie jednak wiedzieć, że ten egzamin to nie przelewki, wiele osób straciło w nim życie. Was też to czeka, jeżeli nie weźmiecie się w garść i nie przezwyciężycie strachu, który w tkwi w waszych duszach. Większość z was nigdy nie zabiła człowieka, ale na tym egzaminie ludzie, którzy będąc tchórzami zostają przystawkami dla innych shinobi! – przeszedł na środek klasy, po czym zatrzymał się przed tablicą. Mężczyzna wziął do ręki kredę i napisał na tablicy: EGZAMIN NA STOPIEŃ CHŪNNINA – ETAP PIERWSZY, po czym znów się odwrócił do zdających.
            - Za kilka chwili rozpocznie się pierwszy z trzech etapów egzaminu, egzamin pisemny. Każde z was dostanie arkusz. Będą na nim dwa zadania, które musicie rozwiązać prawidłowo. Łączna suma punktów wynosi 40. Zdacie egzamin, jeżeli suma waszych punktów wynosi ich maksymalną liczbę. Reasumując, jeżeli będziecie mieć chociaż o jeden punkt za mało, cała drużyna odpada. Macie godzinę.
            Po tych słowach zniknął w kłębie dymu.
            Natychmiast rozległ się hałas. Każdy krzyczał. Yuki siedziała na swoim miejscu, łapiąc się za skronie. Nie wiedziała, co robić. Jak niby jej czteroosobowa drużyna miała zdobyć maksymalną ilość punktów, jeżeli były tylko dwa pytania?
            - Kurczę… - mruknęła. – Co my mamy zrobić?
            Drużyna siódma była jedyną czteroosobową drużyną.
            Nagle poczuła na sobie czyjś wzrok. Spojrzała w stronę Karasu. On też nie miał pojęcia, co robić.
            Yuki wstała od stołu. Uwaga natychmiast skupiła się na niej. Nie zwracała jednak uwagi na gapiów. Poszła w kierunku ławki Mizuko. Uchiha również wstała i obie dziewczynki skierowały się w kierunku ławek Karasu i Shuna. Szarowłosa wzięła Hyūgę za rękę i zaprowadziła do pozostałej dwójki.
            Kiedy cała czwórka stanęła przed tablicą i pochyliła się ku sobie, Mizuko się odezwała:
            - Mamy problem. Zadania są dwa, a nas jest za dużo.
            - To co robimy? – zapytał Shun.
            - Jeżeli myślicie, że kogoś zostawimy na lodzie, to… - Karasu zaniepokoił się.
            - Nie, tego nie możemy zrobić. Musimy pomyśleć. – odezwała się Yuki, przygryzając wargę. - Odpowiedź ma być udzielona przez całą drużynę, co w naszym wypadku oznacza, że wszyscy mamy rozwiązać zadania. Wiem, na czym polega ten egzamin. On nie ma na celu sprawdzenia naszej wiedzy. Ma nas zmusić do myślenia. Ma nas zmusić do pomyślenia, jak wybrnąć z pozornie beznadziejnej sytuacji.
            - Yuki, jesteś genialna! – Mizuko podniosła głos. – Kiedy na to wpadłaś?
            Dziewczynka wzruszyła ramionami.
            - Szczerze mówiąc to zaraz po przemówieniu Manabu. Jednak wciąż nie mam pomysłu, jak mamy z tego wybrnąć… Wydaje się to wszystko proste, aż za proste, ale… nic mi nie przychodzi do głowy. Pytania są dwa, a nas jest czwórka. Suma punktów wynosi 40… To jest proste jak nie wiem co, jednak… - wzięła do tablicy kredę i zaczęła pisać na tablicy. Yuki brała pod uwagę różne możliwości, lecz za każdym razem suma punktów albo była za mała, albo za duża.
            - Kurczę… Czegoś tu brakuje… Czegoś brakuje…
            - Yuki… - odezwał się Karasu, szturchając przyjaciółkę w ramię. – Yuki… Ja… Ja wiem, co musimy zrobić…
            Odwróciła się do niego.
            - Co? Karasu, mów!
            Chłopiec przełknął ślinę.
            - Jest pewien problem… Musimy podzielić zadania. Każde będą musiały rozwiązać dwie osoby, a suma punktów z zadania ma wynosić dziesięć. Przyjrzałem się im. Jedno z nich to szyfr, drugie to zadanie obliczeniowe.
Yuki spojrzała na Uchihę, która się do niej uśmiechnęła.
            - My weźmiemy szyfr – odparła szarowłosa. – Podzielimy zadanie na połowę. Kiedy jedno z nas rozwiąże część, wyśle drugiej osobie sygnał, dobrze?
            Kiwnęli głowami, po czym rozeszli się w kierunku swoich miejsc.
            Yuki usiadła na krześle i odwróciła kartkę. Pierwszym zadaniem rzeczywiście był szyfr. Dziewczynka chwyciła w lewą dłoń ołówek i przyjrzała się ciągowi cyfr:

2 13 22 8 37 85 40
5 73 19 41 6 21 56
92 7 46 1 3 98 42
32 67 9 11 48 12 77
54 23 87 4 33 10 51
8 90 76 22 14 55 80

     Szarowłosa uśmiechnęła się. Wystarczyło tylko wiedzieć, co oznacza kolejna cyfra, a całość stawała się dziecinnie prosta.
            Zaczęła wpisywać odszyfrowaną przez siebie część w wykropkowane miejsce. Kiedy skończyła, odłożyła ołówek, po czym odchyliła się na krześle i dotknęła palcem włącznika światła. Skupiła czakrę i posłała ją w kierunku lampy, która zwisała z sufitu tuż przed Mizuko. Po okablowaniu jarzeniówki przeszła iskra, przez co lampa zaczęła migać, aż w końcu całkowicie się wyłączyła. Mizuko odwróciła lekko głowę, unosząc prawy koniuszek ust. Zrozumiała przekaz Yuki, a po chwili sama zaczęła bazgrać po kartce. Skończyła dziesięć minut później.
            Hatake spojrzała w kierunku pozostałych członków drużyny. Chłopcy komunikowali się za pomocą stukotów ołówka o blat. Karasu poinformował Shun’a na czym skończył, a pomarańczowowłosy chłopiec dopisał drugą część rozwiązania.
            To wszystko zajęło niecałe pół godziny.
            Yuki ułożyła głowę na rękach i zaczęła wpatrywać się w krajobraz za oknem. Wiał lekki wiatr, a Kuroi wciąż leżała na trawie, czerpiąc radość z promieni słonecznych, które padały na jej czarne futro, przez co stawało się granatowe.
            Nagle poczuła, jak ktoś szturcha ją w ramię.
            Odwróciła się. Obok niej siedziała dziewczyna – mogła mieć nie więcej jak dwanaście lat. Miała skórę barwy karmelu, migdałowe bursztynowe oczy i błyszczące czarne włosy upięte w warkocz, który sięgał kunoichi do połowy pleców.
            - O czym rozmawiałaś ze swoimi przyjaciółmi, mała? – zapytała. Mimo urody miała nieprzyjemny, nosowy głos.
            - O niczym ważnym… - odparła, po czym ponownie się odwróciła, chcąc znów wpatrywać się w okno.
            Ponownie poczuła szturchnięcie.
            - Mów. O. Czym. Rozmawiałaś. – starsza wycedziła przez zęby, łapiąc szarowłosą za ramię i ściskając mocno.
            Yuki spojrzała na ochraniacz dziewczyny. Miał wytłoczony symbol Wioski Piasku.
            - Chyba nie myślisz, że będę pomagać przeciwnikom? To jest egzamin! A nawet jeśli bym ci pomogła, nie wiem, czy to w ogóle by coś dało. Tak się składa, że te dwa zadania to są najprostsze zadania, jakie mogły nam się trafić. Nie wina egzaminatorów, że ktoś nie potrafi ich rozwiązać – posłała dziewczynie przepraszający uśmiech, po czym znów spróbowała się odwrócić. Kunoichi mocniej chwyciła ją za rękę.
            - Nie będziesz taka przemądrzała, jak w drugim etapie przebiję twoje serce moim tantō – po tych słowach puściła szarowłosą, a ta zaczęła pocierać obolałe ramię.
            Nie podobała jej się ta dziewczyna. Było w niej coś dziwnego, coś… złego. Miała w sobie coś, co powodowało, że chciało się schować pod ziemię ze strachu. Yuki nie wiedziała, co to takiego było, ale wiedziała, że ona i jej przyjaciele muszą uważać na nią i drużynę kunoichi z Wioski Piasku.
            Więcej już jej nikt nie niepokoił. Przesiedziała ostatnie dwadzieścia minut, wsłuchując się w skrobanie ołówków i narzekania shinobi na test.
            Jakieś dwie minuty przed końcem pierwszego egzaminu do sali ponownie wszedł Manabu. Stanął przed tablicą i zaczął się przyglądać geninom, którzy wypruwali z siebie flaki, aby móc osiągnąć te wymagane 40 punktów.
            - Koniec! – krzyknął kilka chwil później. – Odłóżcie ołówki, odwróćcie kartki, po czym wyjdźcie. Wyniki będą za godzinę, a wy dowiecie się, jak kiepsko wam poszło.
            Rozległ się jęk zawodu. Niewiele osób miało zadowoloną minę. Reszta wiedziała, że test ich pogrążył.
            Yuki wyszła raz z przyjaciółmi. Karasu i Shun mieli ulgę wypisaną na twarzy, a Mizuko przeczesywała raz po raz palcami włosy.
            - Koniec – westchnęła Uchiha, kiedy wychodzili z budynku. Przez cały ten harmider zrobili się głodni, więc udali się do Ichiraku Ramen, aby coś zjeść. Nie spieszyli się zbytnio, mieli prawię godzinę czasu.
            Po kilku minutach dobiegli w docelowe miejsce i usiedli na krzesełkach. Teuchi spojrzał na dzieciaki z nieukrywanym zaciekawieniem.
            - Co tacy zmęczeni? Znów jakaś ciężka misja?
            - Nie, staruszku – odezwała się Yuki. – Egzamin na chūnnina. Przed chwilą skończył się pierwszy etap, a za godzinę mają podać wyniki.
            - Egzamin na chūnnina? Nie jesteście… za mali na coś takiego? – spytał z powątpieniem, przygotowując cztery ramen wraz ze swoją córką Ayame.
            - Nie, skoro Naruto-sensei nas zgłosił – odparła Mizuko.
            - No chyba że tak. Wiecie, co czeka was po tym pierwszym etapie? – kilka minut później podał drużynie siódmej zamówione zupy.
            Yuki wzięła pałeczki i rozdzieliła je, po czym zaczęła jeść.
            - Nie. Ale shinobi muszą być przygotowani na niespodzianki. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy musieli brać udziału w jakimś niebezpiecznym teście.
            Po jej słowach nastąpiła cisza, przerywana jedynie dźwiękiem wciąganego do ust makaronu i bulionu. Kiedy skończyli posiłek, zapłacili, pożegnali się i odeszli w stronę Akademii. Gdy dotarli na dziedziniec, Kuroi podniosła się z ziemi, przeciągnęła się, po czym podbiegła do swojej pani i otarła się łbem o jej klatkę piersiową. Yuki podrapała kota za uchem.
            Usiedli na ławeczce, gdzie cała czwórka, głaskała zwierzę. Nawet się nie zorientowali, kiedy minęła godzina i musieli wracać do szkoły, aby dowiedzieć się o wynikach.
            Weszli do budynku i wspięli po schodach, po czym skierowali się w stronę sali, w której mieli wywiesić wyniki z pierwszej części egzaminu.
            W pomieszczeniu było mnóstwo osób – większość z nich nie miała uradowanych min. Świadczyło to o tym, że nie zdali do następnego etapu.
            A co z nami, pomyślała Yuki, zdaliśmy czy nie?
            Podeszła razem z przyjaciółmi do ściany, na której widniały kartki z wynikami. Rezultat był straszny – z ponad stu shinobi, jacy podchodzili do egzaminu, zdało niecałe trzydzieści. Drużyny, które nie otrzymały prawa do udziału w egzaminie, były wykreślone z listy.
            Yuki uniosła w górę głowę w poszukiwaniu swojej drużyny. To, co zobaczyła, zwaliło ją z nóg. Team siódmy był na pierwszym miejscu listy.
            - Zdaliśmy… - szepnęła, ale zaraz dodała głośniej: - Zdaliśmy! Mizuko, Karasu, Shun, zdaliśmy!
            Przyjaciele podbiegli do niej, po czym cała czwórka przytuliła się i zaczęła skakać z radości.
            Nagle przy niej stanęła dziewczynka. Mogła być w wieku Yuki, jednak wyglądała na młodszą. Na czole miała zawiązany ochraniacz z symbolem Wioski Kamienia.
            - Czyli to tak brzmiało hasło… „ Kiedy wróg jest w liczbie dużej, shinobi ukryć się może dłużej…”. Wiedziałam, że coś schrzanił, po prostu wiedziałam… - po tych słowach odeszła, burcząc pod nosem.
            W tej samej chwili drugie drzwi od sali się otworzyły i stanęła w nich kobieta.
            Miała fioletowe włosy, które wysoko upięła w kok, siatkową koszulkę i beżowy płaszcz. Wyjęła z kabury kunai i zakręciła nim na palcu.
            - Wszystkie drużyny, których wynik wynosi 40 punktów, mają natychmiast się stawić przed Akademią.
            Szarowłosa spojrzała na pozostałych, przełykając ślinę.
            - Zaczęło się.

Kiedy wróg jest w liczbie dużej, shinobi ukryć się może dłużej, tam gdzie cisza panuje, shinobi się nie ukryje, czasu przepływu uczucie dla shinobi ważne się staje, gdy przeciwnik zmęczony i nierozważny szansę mu daje - Pieśń ninja "Szansa dla shinobi".
Nie wiem, co takiego jest w F:ie, ale ten facet powoduje u mnie szybsze bicie serca. Słodziak *^*
Ale Kakashi to i tak słodziak numer jeden. Jego nikt nie przebije *.*




Od autorki:

Przepraszam za to, że tak długo nic nie wstawiałam, ale wena poszła sobie gdzie pieprz rośnie i nie chciała wrócić z prawie trzymiesięcznych wakacji, jednak teraz będzie lepiej, ponieważ wróciła i jest okej. Wiem, że notka jest nudna, szczególnie początek i koniec, ale to była mordęga. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak namęczyłam przy rozdziale. Zastanawiałam się nawet czy nie zawiesić bloga, ale odeszłam od tego pomysłu. Ten blog nigdy nie był zawieszony, więc dlaczego miałoby się to zmienić? Chyba że nadejdzie taki kryzys, że nie będę miała wyjścia. Na szczęście wena wróciła, tak więc szczerze mówiąc (a raczej pisząc), nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Znowu. Także żegnam i do następnego rozdziału!


12/21/2014

34. Powrót bohatera.


         Leżała na ziemi przykryta wełnianym kocem. Klęczała przy niej Sakura, która za pomocą medycznych technik leczyła rany, złamania i siniaki Yuki. Obok szarowłosej siedział Kakashi. Ani na krok nie odstępował córki. Po tym, jak o mały włos jej nie stracił, cały czas jej doglądał. Naruto natomiast, siedząc kilka metrów od nich, przeżuwał długi pasek suszonej wieprzowiny i ostrzył kunai o kunai.
            Yuki ziewnęła głośno. Nudziła się i chciała jak najprędzej wrócić do domu; przytulić mamę, brata i swoją kotkę Kuroi, która w ostatnim czasie zaczęła bardzo szybko rosnąć i w tej chwili była już wielkości owczarka niemieckiego. Pragnęła spotkać się z przyjaciółmi. Chciała trenować, aby być coraz silniejszą i nie dać Akatsuki kolejnej okazji do porwania.
            Kilka godzin później przekręciła się na bok, po czym otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła, to ognisko i płomienie strzelające w niebo. Oparła się na łokciach, ziewnęła szeroko. Nie miała pojęcia, jak długo spała. Zapewne kilkanaście godzin, jeśli nie całą dobę.
            Zamrugała gwałtownie, a po chwili uśmiechnęła się. Kakashi, któremu sprawiła tyle kłopotów, półleżąc, spał oparty głową o drzewo. Ręce złożone miał na brzuchu i oddychał głęboko. Mężczyzna miał cienie pod oczami, świadczące o tym, że przez długi czas nie spał.
            Yuki wstała powoli. Kolana lekko się pod nią ugięły, jednak nie przewróciła się. Zamiast tego wzięła swój koc, którym wcześniej była przykryta i podeszła do pogrążonego we śnie ojca. Nakryła go pledem, który był jednak zbyt krótki, przez co stopy mężczyzny wystawały spod niego.
            Dziewczynka nachyliła się nad ojcem, zdjęła mu ochraniacz z czoła i pocałowała go w nie lekko. Kakashi poruszył się nieznacznie, mrucząc coś pod nosem. Zmarszczka na jego czole pogłębiła się.
            Yuki w tej samej chwili usłyszała cichy głos:
            - Yuki! Nie powinnaś wstawać, jesteś… - zawołała Sakura, podchodząc do niej.
            Szarowłosa spojrzała w jej jasne oczy i odparła:
            - Czuję się znakomicie, nic mi nie jest. Tylko… tylko jestem głodna.
            Sakura opuściła ręce, zrezygnowana.
            - To czemu nie powiedziałaś? – zapytała.
            Dziewczynka wzruszyła ramionami. Haruno westchnęła głośno, po czym wzięła Yuki za rękę i zaprowadziła w stronę ogniska.
            Naruto natomiast trącał płomienie patykiem, aby te nie przygasły. Obok niego, po prawej stronie chłopaka, w ziemię wetknięte były dwie gałęzie, na które zostały wbite ryby.
            Kiedy Yuki usiadła obok niego, blondyn uśmiechnął się do niej i podał jedną z ryb. Szarowłosa natychmiast się w nią wgryzła, czując ulgę. Przeszło od tygodnia nie miała nic w ustach. Gdy przebywała w Akatsuki, nie tknęła niczego, co przynosili jej Itachi lub inny członek Brzasku. Przeczuwała, że jedzenie było zatrute. Aby nie umrzeć, piła deszczówkę. Ale teraz, kiedy wreszcie była wolna… Nie chciała stracić ani jednego kęsa pysznego pstrąga.
            Z początku jadła w ciszy, ale przerwała ją ponownie Sakura.
            - Yuki… dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś jinchuuriki? – dziewczyna usiadła po lewej stronie szarowłosej. – Już dawno zauważyłam, że szybko dochodzisz do zdrowia, niemal tak szybko jak Naruto, a poza tym z jakiego innego powodu porywałoby cię Akatsuki, jeśli nie dla demona?
            - Sakura… - zaczął blondyn. Podkreślanie, że jinchuuriki różnili się od pozostałych ludzi było nieprzyjemnym i dość drażliwym tematem. Naruto wiedział o tym doskonale. Yuki jednak machnęła ręką na słowa różowowłosej, tym samym dając do zrozumienia, że nie jest jej przykro.
            - Wiem, nie powinnam tego ukrywać, ale oprócz Naruto, wujka Minato i wujka Sory oraz Mizuko nikt o tym nie wie, że mam w sobie biju…
            - Skąd w takim razie się o tobie dowiedzieli? Ktoś musiał im donieść, ale kto? – mruknął Naruto, wpatrując się w ogień. – Ktoś musiał sypnąć…
            Na jakiś czas nastąpiła cisza. Yuki dokończyła rybę, myśląc nad tym głęboko. Kto mógł być na tyle podły, aby zrobić coś takiego? Jedyna osoba, jaka przychodziła jej do głowy to Suko Yamada. Ale co mogła zrobić sześcioletnia dziewczynka? Co prawda próbowała zabić Yuki, i prawie jej się to udało, ale Yamada raczej nie zniżyłaby się do takiego poziomu.
            - Jak długo byłam nieprzytomna? – wrzuciła ości do ogniska, gdzie zaczęły się skręcać i czernieć.
            - Dwanaście godzin. Miałaś pękniętą miednicę i kości czaszki, wybity bark i połamany kręgosłup – wyliczył Naruto. – Na szczęście nic ci nie jest, co można łatwo zauważyć. Kakashi-sensei czuwał nad tobą przez cały ten czas, czekając, aż się obudzisz, jednak sama widzisz… - spojrzał w kierunku śpiącego Hokage, który teraz odwrócony był do nich plecami.
            Yuki wstała i przeszła parę kroków. Wszystko wróciło na miejsce, nic ją nie bolało. No, może z wyjątkiem pupy, ale to dlatego, że siedziała w niewygodnej pozycji na niewygodnym kamieniu.
            Przeciągnęła się.
            Nagle usłyszała cichy szelest. Odwróciła głowę i zobaczyła ojca, który usiłował dźwignąć się na nogi. Mężczyzna wstał w końcu i również się przeciągnął. On i Yuki robili to w identyczny sposób.
            - Dobry wieczór… - mruknął Hatake, podchodząc do nich, równocześnie ukrywając ziewnięcie. Jednak kiedy zobaczył Yuki, momentalnie oprzytomniał. Przygarnął córkę do siebie, po czym mocno ją przytulił. – Yuki… - dodał cicho.
            - Tato… Puść mnie… duszę się… - jęknęła, mając usta tuż przy kamizelce mężczyzny. Kakashi puścił ją i przyjrzał się jej uważnie, na co ta przewróciła oczami.
            - Nic mi nie jest, daj spokój…
            Mężczyzna zaśmiał się i ponownie przytulił dziewczynkę, ale tym razem tak, aby ta nie skarżyła się na duszenie.

~***~

            - Kiedy będziemy w Konoha? – zapytała Yuki, siedząc na ramionach swojego ojca.
            - O świcie, czyli za jakieś dwie godziny – odparł. – A co?
            - Nic, po prostu chcę wrócić do domu – mruknęła, zamykając oczy i opierając brodę na głowie Kakashi’ego, a po chwili westchnęła zrezygnowana.

~***~

            Nie zauważyła, kiedy w oddali pojawiły się bramy wioski. Jednak po pewnym czasie dostrzegła charakterystyczne Wzgórze Hokage z kamiennymi twarzami wykutymi w zboczu. Uśmiechnęła się, zsunęła z ramion ojca i pobiegła prosto przed siebie. Oddychała czystym, konoszańskim powietrzem, czując niewysłowioną ulgę. Była wolna, wróciła do domu, do rodziny. Jeszcze nigdy nie czuła się szczęśliwsza. Miała ochotę krzyczeć z radości. Nie zrobiła tego jednak. Wciąż trwała cisza nocna i w związku z tym nie można było zakłócać spokoju panującego w osadzie.
            Zatrzymała się tuż przed bramą i zaczekała na pozostałą trójkę. Po kilku minutach Kakashi, Naruto i Sakura dołączyli do niej.
            W końcu stanęli przed Ichiraku Ramen. Naruto jęknął, kiedy zobaczył, że jego ulubiony bar był w dniu dzisiejszym zamknięty. Chłopak burknął pod nosem coś niezrozumiałego, wsadził dłonie do kieszeni swoich granatowych spodni, po czym pożegnał się i odszedł w dal. Sakura i Kakashi spojrzeli na siebie.
            - Sensei… Ja też już pójdę – powiedziała, drapiąc się po przedramieniu. –Muszę się umyć, a poza tym sam wiesz… Hanare z pewnością czeka na ciebie w domu. Idźcie już.
            Kakashi uśmiechnął się lekko.
            - Sakura… Dziękuję. Dziękuję za to, co zrobiliście dla Yuki, dla Hanare, dla mnie… Gdyby nie ty i Naruto nie udałoby się jej uratować. Dziękuję.
            - Nie dziękuj. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, mówiłam ci to już, sensei. To był nasz obowiązek – uśmiechnęła się. – Do zobaczenia, Kakashi-sensei! – pomachała im na pożegnanie, a po chwili zniknęła za zakrętem, gdzie przecznicę dalej znajdowało się małe mieszkanko, które dzieliła z Sorą.
            Kakashi wziął Yuki za rękę i odeszli razem w stronę swojego domu.

~***~

            W domu nie paliło się żadne światło. Hanare najpewniej spała, w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, że jej mąż i córka wrócili szczęśliwie do domu.
            Kakashi wyjął z kieszeni kamizelki srebrny kluczyk, włożył go w zamek i przekręcił. Drzwi stanęły otworem.
            Obydwoje weszli do środka i zdjęli buty. Yuki natychmiast popędziła do łazienki, aby się umyć. Szarowłosy natomiast zdjął swoją kamizelkę, bluzę i bezrękawnik połączony z maską. Potarł dłonią po swoim lekko zarośniętym podbródku.
            Wspiął się po schodach i cicho otworzył drzwi od sypialni. Hanare spała głęboko na prawym boku. Mężczyzna przestąpił parę kroków i po chwili znalazł się na środku pomieszczenia.
            Kobieta przekręciła się na bok.
            Kakashi uśmiechnął się czule na widok żony. Była taka piękna, kiedy spała. Nie wytrzymał, usiadł na skraju łóżka i delikatnie dotknął policzka Hanare, na co ta poruszyła się lekko.
            Hatake przesunął kciuk na wargę kobiety i przejechał po niej delikatnie palcem, szepcząc:
            - Kochanie, wróciłem…
            Hanare jęknęła i otworzyła oczy. Ziewnęła i wsparła się na łokciach.
            - Kakashi… - jęknęła. – Gdzie Yuki?
            - Yuki… - zaczął. W tym momencie zauważył przerażone spojrzenie swojej żony. Czym prędzej zaczął ją uspokajać. – Yuki jest w łazience, kąpie się. Nic jej nie jest.
            Nagle poczuł, jak szczupłe ramiona żony zaciskają się na jego szyi, a jej usta lądują na jego ustach. Zrozumiał, że Hanare kochała go nawet po tym, co się wydarzyło. Nie zwątpiła w niego ani przez chwilę. Potwierdziły to jej słowa:
            - Od zawsze wiedziałam, że jesteś niesamowity, ale nigdy nie przypuszczałam, że będziesz zdolny do czegoś takiego – powiedziała z ustami przy jego ustach; spojrzała mu w oczy. – Jesteś bohaterem, Kakashi. I ty, i Naruto, i Sakura jesteście bohaterami, jednak ty jesteś największym z nich. Jesteś moim bohaterem.
            Pocałowała go.
            Kakashi nagle pochylił nad Hanare, wsunął dłonie pod jej koszulkę nocną, a ona przyciągnęła go do siebie.
            Kobieta przekręciła się tak, że oboje znaleźli się na podłodze. Po chwili zaczęli się śmiać.
            Siedzieli tak jeszcze przez parę sekund na puchatym, beżowym dywanie, po czym się podnieśli. Hanare zawiesiła ręce na szyi Hatake i objęła go nogami w pasie. Mężczyzna przytrzymał ją za uda tak, aby się nie osunęła na ziemię.
            Całując się, zmierzali w stronę drzwi od pomieszczenia. Kakashi otworzył je nogą, ale uderzył głową o framugę z taką siłą, że nawet Yuki wyszła zaciekawiona ze swojego pokoju, przebrana w zieloną piżamkę i trzymająca w dłoniach pluszowego misia. Dziewczynka spała, jednak teraz, słysząc hałas, postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali naprzeciw niej, spleceni w miłosnym uścisku, zbladła.
            - Nie chcę tego oglądać, idźcie robić to gdzie indziej, to obrzydliwe. A poza tym nie chcę mieć kolejnego brata, jeden w zupełności mi wystarczy – po tych słowach z powrotem zamknęła się w pokoju.
            Kakashi z Hanare spojrzeli na siebie, a po sekundzie znów zaczęli się śmiać.
            - Dlaczego nie? Przecież to niezły pomysł… - mruknął w przerwie między pocałunkami.
            Hanare odepchnęła go od siebie delikatnie, mówiąc cicho:
            - Jesteś niepoprawnym zboczeńcem, Kakashi. Tylko jedno ci w głowie – oparła stopy na podłodze, a dłonie wsunęła za pasek jego dresowych spodni, po czym przesunęła je na pośladki mężczyzny. Ścisnęła je lekko. Kakashi zesztywniał.
            - No cóż… Jestem mężczyzną w sile wieku i to normalne, że mam pewne pragnienia… - mruknął, ściskając delikatnie jej pierś. – I kto to tu jest niepoprawnym zboczeńcem, Hanare? To nie ja mam ciągłą ochotę na seks.
            Zaśmiała się.
            - Mnie nie oszukasz. Ale i tak wiem, że twoim ulubionym zajęciem jest to, co teraz robimy i co za chwilę będziemy robić…
            Westchnął.
            - Niech ci będzie.
            Chwycił w dłonie twarz Hanare, po czym znów ją pocałował. Zmusił językiem, by rozchyliła wargi.
            Hanare mocniej ścisnęła pośladki Kakashi’ego, na co ten jęknął.
            Uniósł żonę, a ta objęła go mocno.
            Zmierzali w stronę łazienki.
            Gdy do niej dotarli, Kakashi puścił Hanare, by ta mogła wejść do pomieszczenia, sam podążył za żoną i zamknął drzwi na zasuwkę.
            Podszedł do wanny, chwycił korek, wetknął go w odpływ i napuścił wody. Sięgnął po słoik z solą do kąpieli. Etykieta na nim była wytarta, ale i tak można było wyczytać informację, że jest to sól z dodatkiem specjalnych mikroelementów, które powodują odprężenie. Obydwoje rzadko z niej korzystali, głównie dlatego, że był to jeden z ich prezentów ślubnych.
            Kakashi odmierzył wymaganą ilość złotych kryształków i wsypał je do wody, która natychmiast przybrała taki sam odcień. Zanurzył dłoń i rozmieszał sól.
            W tym samym momencie poczuł na sobie wzrok Hanare.
            Wyprostował się i spojrzał w jej duże, czekoladowe oczy. Tak bardzo za nią tęsknił…
            Zbliżył się do niej, pochylił i położył swoją głowę na jej ramieniu.
            - Kocham cię, Hanare… tak cholernie cię kocham… - wymruczał, obejmując ją. – Kocham cię najbardziej na świecie…
            Hanare dotknęła dłonią delikatnie jego włosów, i pogłaskała go po głowie.
            - Też cię kocham.
            Na jej słowa wyprostował się i jednym ruchem zerwał z niej koszulę nocną. Była w samej bieliźnie, której po chwili też się pozbył.
            Sam po chwili też był nagi. Złapał żonę za rękę i razem weszli do wanny. Hanare usiadła i oparła się plecami o brzeg wanny. Kakashi oparł głowę o jej klatkę piersiową, kładąc dłonie Hanare na swoim brzuchu. Jego nogi wystawały ponad powierzchnię wody. Musimy sprawić sobie większą wannę, pomyślał, albo większy dom.
            Nagle poczuł, jak delikatne palce żony masują mu głowę. Tego właśnie potrzebował – ukojenia w objęciach Hanare. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie… Zamknął oczy, mrucząc z przyjemności.
            Hanare natomiast chwyciła w dłoń butelkę z szamponem do włosów. Wycisnęła niewielką ilość, po czym na nowo zaczęła masować głowę swojego męża, równocześnie myjąc mu włosy.
            Kakashi jęknął. Naprawdę tego potrzebował. Piana spływała mu po twarzy, jednak nie dostawała się do oczu za sprawą Hanare. Gdy skończyła, mężczyzna złapał prysznic i włączył go. Zmył z siebie pozostałość szamponu, po czym wstał i wziął Hanare za rękę.
            - Teraz moja kolej – powiedział, rzucając jej swój rozbrajający uśmiech. Wyłączył prysznic, a zamiast tego wziął do ręki mydło i zaczął namydlać ciało swojej żony. Robił to bardzo starannie i delikatnie. Hanare miała bardzo wrażliwą skórę.
            - Kakashi, ja jeszcze nie skończyłam… - pożaliła się, zakładając ręce na piersi i robiąc obrażoną minę. Były to jednak tylko pozory. Tak naprawdę nie miała nic przeciwko (a czy ktokolwiek by miał, gdyby taki mężczyzna jak Kakashi mył ciebie pod prysznicem? => przyp. autor.).
            - Cicho – szepnął i wpił się w jej usta, wciąż ją namydlając. Woda z jego mokrych włosów kapała na ich połączone ciała. Mężczyzna pochylił się i on, i Hanare zetknęli się czołami.
            Dotknęła jego ramienia. Kakashi miał naprężone mięśnie. Zaczęła je masować. Jemu jednak nie o to chodziło. Złapał żonę za biodra i przyszpilił ją do ściany pokrytej błękitnymi kafelkami. Uniósł ją i zanim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek odgłos, wszedł w nią delikatnie. Brakowało mu ciepła i miękkości jej ciała.
            Hanare objęła go mocno za szyję i wtuliła twarz w zagłębienie jego szyi. Głaskała go po karku, jęcząc cicho.
            Kakashi przytulił ją mocniej do siebie, przyspieszając. Po kilku sekundach wydawał z siebie takie odgłosy, że Hanare się wystraszyła i jęknęła w jego bark:
            - Kakashi, zwolnij, nie tak szybko, ja zaraz… - wydała z siebie przeciągły jęk i przylgnęła do niego mocniej.
            Po chwili zwolnił tępo, aby znów przyspieszyć. Dawno nie czuł takiej żądzy jak dzisiejszego dnia. Chciał ją wykorzystać w całości, nie mógł przestać.
            W pewnym momencie Hanare jęczała tak głośno, że mężczyzna obawiał się, czy nie robi jej krzywdy.
            Wysunął się z niej i spojrzał na nią z niepokojem. Dotknął lekko rozgrzanego policzka, szepcząc:
            - Hanare, przepraszam…Ja… - położyła mu palec na ustach, dając do zrozumienia, że ma milczeć.
            - W porządku, tylko proszę cię, kochanie, zwolnij. Jak tak dalej pójdzie, to jutro nie będę mogła chodzić – wydyszała, po czym pocałowała go w lewy obojczyk, czyli tam, gdzie miał jedną ze swoich blizn. Kolejną miał na łuku biodrowym.
            Kakashi usiadł w wannie gwałtownie, przez co spora ilość wody wylądowała na podłodze. Ukrył twarz w dłoniach. Wiedział, że przesadził. Hanare może i się nie skarżyła, ale on to widział po jej oczach.
            Nagle poczuł, że jego żona siada mu w miejscu, gdzie kończyło się podbrzusze, a zaczynało krocze mężczyzny. Kakashi napiął się.
            Hanare chwyciła go za prawą dłoń i odsunęła ją od jego twarzy. Nie spojrzał jej w oczy.
            - Kakashi, popatrz na mnie – powiedziała, unosząc jego podbródek. Uciekał od niej wzrokiem. – Kakashi Hatake, spójrz na mnie, do jasnej cholery!
            Dopiero w tym momencie raczył na nią popatrzeć. Hanare uśmiechała się delikatnie. W jej oczach nie było żadnego bólu, żadnego oskarżenia. Nic, oprócz dozgonnej i głębokiej miłości.
            - Nic się nie stało – pogładziła delikatnie jego szorstki policzek. – Wszystko w porządku, możemy kontynuować.
            - Jesteś pewna? – zapytał cicho.
            Nie odpowiedziała, tylko pocałowała go mocno.
            Na nowo zaczęli igraszki. Tym razem Kakashi był delikatniejszy i niepokój, który przed chwilą zawładnął jego sercem, znikał, a zamiast niego pojawiała się ulga, że Hanare nic się nie stało. Nigdy by sobie tego nie wybaczył, gdyby coś jej zrobił.
            Woda wylewała się na zewnątrz wanny, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi, byli pochłonięci sobą.
            W końcu oboje opadli z sił. Kakashi napiął się, jęknął, a potem położył swoją srebrną głowę na piersiach Hanare, dysząc ciężko. Dawno nie przeżył czegoś tak cudownego i wspaniałego.
            - Kocham cię… - szepnął tak cicho, że nawet Hanare go nie usłyszała. – Kocham cię… Jesteś najwspanialszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu.

            Dokończyli wzajemne mycie się, po czym wyszli z wanny i zaczęli suszyć się ręcznikiem. Kakashi opatulił Hanare szczelnie puchowym szlafrokiem, a po chwili zaczął wycierać rozlaną wszędzie wodę. Gdy skończył, wziął swoją ukochaną na ręce, a ta objęła go za szyję.
            Mężczyzna otworzył drzwi i wyszedł, trzymając Hanare, z pomieszczenia. Nie dbał o to, czy ma na sobie bieliznę. W tym momencie nic go to nie obchodziło. Oczywiście, gdyby Yuki nakryła ich w tym momencie, nie czułby się zbyt dobrze, ale jego córka spała i nic nie wskazywało na to, że dziewczynka ponownie się obudzi.
            Wrócili do sypialni. Kakashi położył zasypiającą Hanare na łóżku, po czym sam ułożył się obok niej.
            Zanim zasnęła, zdjął z niej szlafrok i cisnął go na ziemię. Nakrył siebie i żonę ciepłą kołdrą.
            Przysunął się do Hanare, chcąc ją objąć, lecz ta ułożyła głowę na jego muskularnym torsie, zarzucając swoją nogę na jego nogi. Zamknęła oczy, mrucząc:
            - Dobranoc, Kakashi, miłości mojego życia.
            Hatake uśmiechnął się. Po raz pierwszy zdarzyło się, aby tak się do niego odezwała. Wiedział, jak bardzo kobieta go kocha, ale nigdy nie usłyszał od niej słów, które aż tak wstrząsnęły jego wnętrzem. Poczuł ucisk w gardle. Nie spodziewał się, że Hanare kocha go aż tak bardzo. Nigdy by też nie pomyślał, że będzie tak szczęśliwy, jak w tym momencie.
            Zamknął oczy, westchnął głęboko, a po kilku minutach zasnął, przytulając swoją ukochaną żonę, za którą również oddałby życie.

***
Nienawidzę tego typu notek. No, może nie nienawidzę czytać, ale pisać to już tak. Moja wyobraźnia jest zbyt wybujała. Czerwieniłam się, jak pisałam wiadomy moment. A to wszystko przez niego:
- Panie Hatake, czy musi być pan tak seksowny, że za każdym, dosłownie za każdym razem, jak zobaczę pana w bokserkach (albo nawet bez) cieknie mi krew z nosa? - powiedziałam, patrząc na niego wilkiem.
Zaczął się cofać, widząc złość w moich oczach. Po chwili czmychnął z pokoju i zamknął się w łazience.
Poszłam za nim i zaczęłam walić w drzwi.
- Panie Hatake, żądam, aby natychmiast pan otworzył drzwi i przestał się ukrywać jak tchórz!
Po paru minutach prób Kakashi dał za wygraną i wysunął nos zza drzwi. Jego twarz była cała czerwona.
Zrobiło mi się go żal. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Nie jestem zła, ale naprawdę czy musisz wzbudzać we mnie takie reakcje? - zapytałam łagodnie, głaszcząc go po ramieniu.
- Rani, co poradzę, że ja też tak reaguję na ciebie...
Zamarłam. Uznałam, że nie warto się odzywać. Zamiast tego stanęłam na palce i pocałowałam mężczyznę w czubek nosa, uśmiechając się.
I niech mi ktoś, z łaski swojej, powie, że on nie jest seksowny. Jeżeli tak jest, to chyba nigdy nie widział seksownego faceta.
Kurczę, nigdy mi to nie minie, uwielbiam jego ciało *.*
Mam nadzieję, że nikt nie zablokuje tego zdjęcia :p

Reklama

CREATED BY
Mayako