Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sakura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sakura. Pokaż wszystkie posty

12/21/2014

34. Powrót bohatera.


         Leżała na ziemi przykryta wełnianym kocem. Klęczała przy niej Sakura, która za pomocą medycznych technik leczyła rany, złamania i siniaki Yuki. Obok szarowłosej siedział Kakashi. Ani na krok nie odstępował córki. Po tym, jak o mały włos jej nie stracił, cały czas jej doglądał. Naruto natomiast, siedząc kilka metrów od nich, przeżuwał długi pasek suszonej wieprzowiny i ostrzył kunai o kunai.
            Yuki ziewnęła głośno. Nudziła się i chciała jak najprędzej wrócić do domu; przytulić mamę, brata i swoją kotkę Kuroi, która w ostatnim czasie zaczęła bardzo szybko rosnąć i w tej chwili była już wielkości owczarka niemieckiego. Pragnęła spotkać się z przyjaciółmi. Chciała trenować, aby być coraz silniejszą i nie dać Akatsuki kolejnej okazji do porwania.
            Kilka godzin później przekręciła się na bok, po czym otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła, to ognisko i płomienie strzelające w niebo. Oparła się na łokciach, ziewnęła szeroko. Nie miała pojęcia, jak długo spała. Zapewne kilkanaście godzin, jeśli nie całą dobę.
            Zamrugała gwałtownie, a po chwili uśmiechnęła się. Kakashi, któremu sprawiła tyle kłopotów, półleżąc, spał oparty głową o drzewo. Ręce złożone miał na brzuchu i oddychał głęboko. Mężczyzna miał cienie pod oczami, świadczące o tym, że przez długi czas nie spał.
            Yuki wstała powoli. Kolana lekko się pod nią ugięły, jednak nie przewróciła się. Zamiast tego wzięła swój koc, którym wcześniej była przykryta i podeszła do pogrążonego we śnie ojca. Nakryła go pledem, który był jednak zbyt krótki, przez co stopy mężczyzny wystawały spod niego.
            Dziewczynka nachyliła się nad ojcem, zdjęła mu ochraniacz z czoła i pocałowała go w nie lekko. Kakashi poruszył się nieznacznie, mrucząc coś pod nosem. Zmarszczka na jego czole pogłębiła się.
            Yuki w tej samej chwili usłyszała cichy głos:
            - Yuki! Nie powinnaś wstawać, jesteś… - zawołała Sakura, podchodząc do niej.
            Szarowłosa spojrzała w jej jasne oczy i odparła:
            - Czuję się znakomicie, nic mi nie jest. Tylko… tylko jestem głodna.
            Sakura opuściła ręce, zrezygnowana.
            - To czemu nie powiedziałaś? – zapytała.
            Dziewczynka wzruszyła ramionami. Haruno westchnęła głośno, po czym wzięła Yuki za rękę i zaprowadziła w stronę ogniska.
            Naruto natomiast trącał płomienie patykiem, aby te nie przygasły. Obok niego, po prawej stronie chłopaka, w ziemię wetknięte były dwie gałęzie, na które zostały wbite ryby.
            Kiedy Yuki usiadła obok niego, blondyn uśmiechnął się do niej i podał jedną z ryb. Szarowłosa natychmiast się w nią wgryzła, czując ulgę. Przeszło od tygodnia nie miała nic w ustach. Gdy przebywała w Akatsuki, nie tknęła niczego, co przynosili jej Itachi lub inny członek Brzasku. Przeczuwała, że jedzenie było zatrute. Aby nie umrzeć, piła deszczówkę. Ale teraz, kiedy wreszcie była wolna… Nie chciała stracić ani jednego kęsa pysznego pstrąga.
            Z początku jadła w ciszy, ale przerwała ją ponownie Sakura.
            - Yuki… dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś jinchuuriki? – dziewczyna usiadła po lewej stronie szarowłosej. – Już dawno zauważyłam, że szybko dochodzisz do zdrowia, niemal tak szybko jak Naruto, a poza tym z jakiego innego powodu porywałoby cię Akatsuki, jeśli nie dla demona?
            - Sakura… - zaczął blondyn. Podkreślanie, że jinchuuriki różnili się od pozostałych ludzi było nieprzyjemnym i dość drażliwym tematem. Naruto wiedział o tym doskonale. Yuki jednak machnęła ręką na słowa różowowłosej, tym samym dając do zrozumienia, że nie jest jej przykro.
            - Wiem, nie powinnam tego ukrywać, ale oprócz Naruto, wujka Minato i wujka Sory oraz Mizuko nikt o tym nie wie, że mam w sobie biju…
            - Skąd w takim razie się o tobie dowiedzieli? Ktoś musiał im donieść, ale kto? – mruknął Naruto, wpatrując się w ogień. – Ktoś musiał sypnąć…
            Na jakiś czas nastąpiła cisza. Yuki dokończyła rybę, myśląc nad tym głęboko. Kto mógł być na tyle podły, aby zrobić coś takiego? Jedyna osoba, jaka przychodziła jej do głowy to Suko Yamada. Ale co mogła zrobić sześcioletnia dziewczynka? Co prawda próbowała zabić Yuki, i prawie jej się to udało, ale Yamada raczej nie zniżyłaby się do takiego poziomu.
            - Jak długo byłam nieprzytomna? – wrzuciła ości do ogniska, gdzie zaczęły się skręcać i czernieć.
            - Dwanaście godzin. Miałaś pękniętą miednicę i kości czaszki, wybity bark i połamany kręgosłup – wyliczył Naruto. – Na szczęście nic ci nie jest, co można łatwo zauważyć. Kakashi-sensei czuwał nad tobą przez cały ten czas, czekając, aż się obudzisz, jednak sama widzisz… - spojrzał w kierunku śpiącego Hokage, który teraz odwrócony był do nich plecami.
            Yuki wstała i przeszła parę kroków. Wszystko wróciło na miejsce, nic ją nie bolało. No, może z wyjątkiem pupy, ale to dlatego, że siedziała w niewygodnej pozycji na niewygodnym kamieniu.
            Przeciągnęła się.
            Nagle usłyszała cichy szelest. Odwróciła głowę i zobaczyła ojca, który usiłował dźwignąć się na nogi. Mężczyzna wstał w końcu i również się przeciągnął. On i Yuki robili to w identyczny sposób.
            - Dobry wieczór… - mruknął Hatake, podchodząc do nich, równocześnie ukrywając ziewnięcie. Jednak kiedy zobaczył Yuki, momentalnie oprzytomniał. Przygarnął córkę do siebie, po czym mocno ją przytulił. – Yuki… - dodał cicho.
            - Tato… Puść mnie… duszę się… - jęknęła, mając usta tuż przy kamizelce mężczyzny. Kakashi puścił ją i przyjrzał się jej uważnie, na co ta przewróciła oczami.
            - Nic mi nie jest, daj spokój…
            Mężczyzna zaśmiał się i ponownie przytulił dziewczynkę, ale tym razem tak, aby ta nie skarżyła się na duszenie.

~***~

            - Kiedy będziemy w Konoha? – zapytała Yuki, siedząc na ramionach swojego ojca.
            - O świcie, czyli za jakieś dwie godziny – odparł. – A co?
            - Nic, po prostu chcę wrócić do domu – mruknęła, zamykając oczy i opierając brodę na głowie Kakashi’ego, a po chwili westchnęła zrezygnowana.

~***~

            Nie zauważyła, kiedy w oddali pojawiły się bramy wioski. Jednak po pewnym czasie dostrzegła charakterystyczne Wzgórze Hokage z kamiennymi twarzami wykutymi w zboczu. Uśmiechnęła się, zsunęła z ramion ojca i pobiegła prosto przed siebie. Oddychała czystym, konoszańskim powietrzem, czując niewysłowioną ulgę. Była wolna, wróciła do domu, do rodziny. Jeszcze nigdy nie czuła się szczęśliwsza. Miała ochotę krzyczeć z radości. Nie zrobiła tego jednak. Wciąż trwała cisza nocna i w związku z tym nie można było zakłócać spokoju panującego w osadzie.
            Zatrzymała się tuż przed bramą i zaczekała na pozostałą trójkę. Po kilku minutach Kakashi, Naruto i Sakura dołączyli do niej.
            W końcu stanęli przed Ichiraku Ramen. Naruto jęknął, kiedy zobaczył, że jego ulubiony bar był w dniu dzisiejszym zamknięty. Chłopak burknął pod nosem coś niezrozumiałego, wsadził dłonie do kieszeni swoich granatowych spodni, po czym pożegnał się i odszedł w dal. Sakura i Kakashi spojrzeli na siebie.
            - Sensei… Ja też już pójdę – powiedziała, drapiąc się po przedramieniu. –Muszę się umyć, a poza tym sam wiesz… Hanare z pewnością czeka na ciebie w domu. Idźcie już.
            Kakashi uśmiechnął się lekko.
            - Sakura… Dziękuję. Dziękuję za to, co zrobiliście dla Yuki, dla Hanare, dla mnie… Gdyby nie ty i Naruto nie udałoby się jej uratować. Dziękuję.
            - Nie dziękuj. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, mówiłam ci to już, sensei. To był nasz obowiązek – uśmiechnęła się. – Do zobaczenia, Kakashi-sensei! – pomachała im na pożegnanie, a po chwili zniknęła za zakrętem, gdzie przecznicę dalej znajdowało się małe mieszkanko, które dzieliła z Sorą.
            Kakashi wziął Yuki za rękę i odeszli razem w stronę swojego domu.

~***~

            W domu nie paliło się żadne światło. Hanare najpewniej spała, w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, że jej mąż i córka wrócili szczęśliwie do domu.
            Kakashi wyjął z kieszeni kamizelki srebrny kluczyk, włożył go w zamek i przekręcił. Drzwi stanęły otworem.
            Obydwoje weszli do środka i zdjęli buty. Yuki natychmiast popędziła do łazienki, aby się umyć. Szarowłosy natomiast zdjął swoją kamizelkę, bluzę i bezrękawnik połączony z maską. Potarł dłonią po swoim lekko zarośniętym podbródku.
            Wspiął się po schodach i cicho otworzył drzwi od sypialni. Hanare spała głęboko na prawym boku. Mężczyzna przestąpił parę kroków i po chwili znalazł się na środku pomieszczenia.
            Kobieta przekręciła się na bok.
            Kakashi uśmiechnął się czule na widok żony. Była taka piękna, kiedy spała. Nie wytrzymał, usiadł na skraju łóżka i delikatnie dotknął policzka Hanare, na co ta poruszyła się lekko.
            Hatake przesunął kciuk na wargę kobiety i przejechał po niej delikatnie palcem, szepcząc:
            - Kochanie, wróciłem…
            Hanare jęknęła i otworzyła oczy. Ziewnęła i wsparła się na łokciach.
            - Kakashi… - jęknęła. – Gdzie Yuki?
            - Yuki… - zaczął. W tym momencie zauważył przerażone spojrzenie swojej żony. Czym prędzej zaczął ją uspokajać. – Yuki jest w łazience, kąpie się. Nic jej nie jest.
            Nagle poczuł, jak szczupłe ramiona żony zaciskają się na jego szyi, a jej usta lądują na jego ustach. Zrozumiał, że Hanare kochała go nawet po tym, co się wydarzyło. Nie zwątpiła w niego ani przez chwilę. Potwierdziły to jej słowa:
            - Od zawsze wiedziałam, że jesteś niesamowity, ale nigdy nie przypuszczałam, że będziesz zdolny do czegoś takiego – powiedziała z ustami przy jego ustach; spojrzała mu w oczy. – Jesteś bohaterem, Kakashi. I ty, i Naruto, i Sakura jesteście bohaterami, jednak ty jesteś największym z nich. Jesteś moim bohaterem.
            Pocałowała go.
            Kakashi nagle pochylił nad Hanare, wsunął dłonie pod jej koszulkę nocną, a ona przyciągnęła go do siebie.
            Kobieta przekręciła się tak, że oboje znaleźli się na podłodze. Po chwili zaczęli się śmiać.
            Siedzieli tak jeszcze przez parę sekund na puchatym, beżowym dywanie, po czym się podnieśli. Hanare zawiesiła ręce na szyi Hatake i objęła go nogami w pasie. Mężczyzna przytrzymał ją za uda tak, aby się nie osunęła na ziemię.
            Całując się, zmierzali w stronę drzwi od pomieszczenia. Kakashi otworzył je nogą, ale uderzył głową o framugę z taką siłą, że nawet Yuki wyszła zaciekawiona ze swojego pokoju, przebrana w zieloną piżamkę i trzymająca w dłoniach pluszowego misia. Dziewczynka spała, jednak teraz, słysząc hałas, postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali naprzeciw niej, spleceni w miłosnym uścisku, zbladła.
            - Nie chcę tego oglądać, idźcie robić to gdzie indziej, to obrzydliwe. A poza tym nie chcę mieć kolejnego brata, jeden w zupełności mi wystarczy – po tych słowach z powrotem zamknęła się w pokoju.
            Kakashi z Hanare spojrzeli na siebie, a po sekundzie znów zaczęli się śmiać.
            - Dlaczego nie? Przecież to niezły pomysł… - mruknął w przerwie między pocałunkami.
            Hanare odepchnęła go od siebie delikatnie, mówiąc cicho:
            - Jesteś niepoprawnym zboczeńcem, Kakashi. Tylko jedno ci w głowie – oparła stopy na podłodze, a dłonie wsunęła za pasek jego dresowych spodni, po czym przesunęła je na pośladki mężczyzny. Ścisnęła je lekko. Kakashi zesztywniał.
            - No cóż… Jestem mężczyzną w sile wieku i to normalne, że mam pewne pragnienia… - mruknął, ściskając delikatnie jej pierś. – I kto to tu jest niepoprawnym zboczeńcem, Hanare? To nie ja mam ciągłą ochotę na seks.
            Zaśmiała się.
            - Mnie nie oszukasz. Ale i tak wiem, że twoim ulubionym zajęciem jest to, co teraz robimy i co za chwilę będziemy robić…
            Westchnął.
            - Niech ci będzie.
            Chwycił w dłonie twarz Hanare, po czym znów ją pocałował. Zmusił językiem, by rozchyliła wargi.
            Hanare mocniej ścisnęła pośladki Kakashi’ego, na co ten jęknął.
            Uniósł żonę, a ta objęła go mocno.
            Zmierzali w stronę łazienki.
            Gdy do niej dotarli, Kakashi puścił Hanare, by ta mogła wejść do pomieszczenia, sam podążył za żoną i zamknął drzwi na zasuwkę.
            Podszedł do wanny, chwycił korek, wetknął go w odpływ i napuścił wody. Sięgnął po słoik z solą do kąpieli. Etykieta na nim była wytarta, ale i tak można było wyczytać informację, że jest to sól z dodatkiem specjalnych mikroelementów, które powodują odprężenie. Obydwoje rzadko z niej korzystali, głównie dlatego, że był to jeden z ich prezentów ślubnych.
            Kakashi odmierzył wymaganą ilość złotych kryształków i wsypał je do wody, która natychmiast przybrała taki sam odcień. Zanurzył dłoń i rozmieszał sól.
            W tym samym momencie poczuł na sobie wzrok Hanare.
            Wyprostował się i spojrzał w jej duże, czekoladowe oczy. Tak bardzo za nią tęsknił…
            Zbliżył się do niej, pochylił i położył swoją głowę na jej ramieniu.
            - Kocham cię, Hanare… tak cholernie cię kocham… - wymruczał, obejmując ją. – Kocham cię najbardziej na świecie…
            Hanare dotknęła dłonią delikatnie jego włosów, i pogłaskała go po głowie.
            - Też cię kocham.
            Na jej słowa wyprostował się i jednym ruchem zerwał z niej koszulę nocną. Była w samej bieliźnie, której po chwili też się pozbył.
            Sam po chwili też był nagi. Złapał żonę za rękę i razem weszli do wanny. Hanare usiadła i oparła się plecami o brzeg wanny. Kakashi oparł głowę o jej klatkę piersiową, kładąc dłonie Hanare na swoim brzuchu. Jego nogi wystawały ponad powierzchnię wody. Musimy sprawić sobie większą wannę, pomyślał, albo większy dom.
            Nagle poczuł, jak delikatne palce żony masują mu głowę. Tego właśnie potrzebował – ukojenia w objęciach Hanare. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie… Zamknął oczy, mrucząc z przyjemności.
            Hanare natomiast chwyciła w dłoń butelkę z szamponem do włosów. Wycisnęła niewielką ilość, po czym na nowo zaczęła masować głowę swojego męża, równocześnie myjąc mu włosy.
            Kakashi jęknął. Naprawdę tego potrzebował. Piana spływała mu po twarzy, jednak nie dostawała się do oczu za sprawą Hanare. Gdy skończyła, mężczyzna złapał prysznic i włączył go. Zmył z siebie pozostałość szamponu, po czym wstał i wziął Hanare za rękę.
            - Teraz moja kolej – powiedział, rzucając jej swój rozbrajający uśmiech. Wyłączył prysznic, a zamiast tego wziął do ręki mydło i zaczął namydlać ciało swojej żony. Robił to bardzo starannie i delikatnie. Hanare miała bardzo wrażliwą skórę.
            - Kakashi, ja jeszcze nie skończyłam… - pożaliła się, zakładając ręce na piersi i robiąc obrażoną minę. Były to jednak tylko pozory. Tak naprawdę nie miała nic przeciwko (a czy ktokolwiek by miał, gdyby taki mężczyzna jak Kakashi mył ciebie pod prysznicem? => przyp. autor.).
            - Cicho – szepnął i wpił się w jej usta, wciąż ją namydlając. Woda z jego mokrych włosów kapała na ich połączone ciała. Mężczyzna pochylił się i on, i Hanare zetknęli się czołami.
            Dotknęła jego ramienia. Kakashi miał naprężone mięśnie. Zaczęła je masować. Jemu jednak nie o to chodziło. Złapał żonę za biodra i przyszpilił ją do ściany pokrytej błękitnymi kafelkami. Uniósł ją i zanim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek odgłos, wszedł w nią delikatnie. Brakowało mu ciepła i miękkości jej ciała.
            Hanare objęła go mocno za szyję i wtuliła twarz w zagłębienie jego szyi. Głaskała go po karku, jęcząc cicho.
            Kakashi przytulił ją mocniej do siebie, przyspieszając. Po kilku sekundach wydawał z siebie takie odgłosy, że Hanare się wystraszyła i jęknęła w jego bark:
            - Kakashi, zwolnij, nie tak szybko, ja zaraz… - wydała z siebie przeciągły jęk i przylgnęła do niego mocniej.
            Po chwili zwolnił tępo, aby znów przyspieszyć. Dawno nie czuł takiej żądzy jak dzisiejszego dnia. Chciał ją wykorzystać w całości, nie mógł przestać.
            W pewnym momencie Hanare jęczała tak głośno, że mężczyzna obawiał się, czy nie robi jej krzywdy.
            Wysunął się z niej i spojrzał na nią z niepokojem. Dotknął lekko rozgrzanego policzka, szepcząc:
            - Hanare, przepraszam…Ja… - położyła mu palec na ustach, dając do zrozumienia, że ma milczeć.
            - W porządku, tylko proszę cię, kochanie, zwolnij. Jak tak dalej pójdzie, to jutro nie będę mogła chodzić – wydyszała, po czym pocałowała go w lewy obojczyk, czyli tam, gdzie miał jedną ze swoich blizn. Kolejną miał na łuku biodrowym.
            Kakashi usiadł w wannie gwałtownie, przez co spora ilość wody wylądowała na podłodze. Ukrył twarz w dłoniach. Wiedział, że przesadził. Hanare może i się nie skarżyła, ale on to widział po jej oczach.
            Nagle poczuł, że jego żona siada mu w miejscu, gdzie kończyło się podbrzusze, a zaczynało krocze mężczyzny. Kakashi napiął się.
            Hanare chwyciła go za prawą dłoń i odsunęła ją od jego twarzy. Nie spojrzał jej w oczy.
            - Kakashi, popatrz na mnie – powiedziała, unosząc jego podbródek. Uciekał od niej wzrokiem. – Kakashi Hatake, spójrz na mnie, do jasnej cholery!
            Dopiero w tym momencie raczył na nią popatrzeć. Hanare uśmiechała się delikatnie. W jej oczach nie było żadnego bólu, żadnego oskarżenia. Nic, oprócz dozgonnej i głębokiej miłości.
            - Nic się nie stało – pogładziła delikatnie jego szorstki policzek. – Wszystko w porządku, możemy kontynuować.
            - Jesteś pewna? – zapytał cicho.
            Nie odpowiedziała, tylko pocałowała go mocno.
            Na nowo zaczęli igraszki. Tym razem Kakashi był delikatniejszy i niepokój, który przed chwilą zawładnął jego sercem, znikał, a zamiast niego pojawiała się ulga, że Hanare nic się nie stało. Nigdy by sobie tego nie wybaczył, gdyby coś jej zrobił.
            Woda wylewała się na zewnątrz wanny, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi, byli pochłonięci sobą.
            W końcu oboje opadli z sił. Kakashi napiął się, jęknął, a potem położył swoją srebrną głowę na piersiach Hanare, dysząc ciężko. Dawno nie przeżył czegoś tak cudownego i wspaniałego.
            - Kocham cię… - szepnął tak cicho, że nawet Hanare go nie usłyszała. – Kocham cię… Jesteś najwspanialszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu.

            Dokończyli wzajemne mycie się, po czym wyszli z wanny i zaczęli suszyć się ręcznikiem. Kakashi opatulił Hanare szczelnie puchowym szlafrokiem, a po chwili zaczął wycierać rozlaną wszędzie wodę. Gdy skończył, wziął swoją ukochaną na ręce, a ta objęła go za szyję.
            Mężczyzna otworzył drzwi i wyszedł, trzymając Hanare, z pomieszczenia. Nie dbał o to, czy ma na sobie bieliznę. W tym momencie nic go to nie obchodziło. Oczywiście, gdyby Yuki nakryła ich w tym momencie, nie czułby się zbyt dobrze, ale jego córka spała i nic nie wskazywało na to, że dziewczynka ponownie się obudzi.
            Wrócili do sypialni. Kakashi położył zasypiającą Hanare na łóżku, po czym sam ułożył się obok niej.
            Zanim zasnęła, zdjął z niej szlafrok i cisnął go na ziemię. Nakrył siebie i żonę ciepłą kołdrą.
            Przysunął się do Hanare, chcąc ją objąć, lecz ta ułożyła głowę na jego muskularnym torsie, zarzucając swoją nogę na jego nogi. Zamknęła oczy, mrucząc:
            - Dobranoc, Kakashi, miłości mojego życia.
            Hatake uśmiechnął się. Po raz pierwszy zdarzyło się, aby tak się do niego odezwała. Wiedział, jak bardzo kobieta go kocha, ale nigdy nie usłyszał od niej słów, które aż tak wstrząsnęły jego wnętrzem. Poczuł ucisk w gardle. Nie spodziewał się, że Hanare kocha go aż tak bardzo. Nigdy by też nie pomyślał, że będzie tak szczęśliwy, jak w tym momencie.
            Zamknął oczy, westchnął głęboko, a po kilku minutach zasnął, przytulając swoją ukochaną żonę, za którą również oddałby życie.

***
Nienawidzę tego typu notek. No, może nie nienawidzę czytać, ale pisać to już tak. Moja wyobraźnia jest zbyt wybujała. Czerwieniłam się, jak pisałam wiadomy moment. A to wszystko przez niego:
- Panie Hatake, czy musi być pan tak seksowny, że za każdym, dosłownie za każdym razem, jak zobaczę pana w bokserkach (albo nawet bez) cieknie mi krew z nosa? - powiedziałam, patrząc na niego wilkiem.
Zaczął się cofać, widząc złość w moich oczach. Po chwili czmychnął z pokoju i zamknął się w łazience.
Poszłam za nim i zaczęłam walić w drzwi.
- Panie Hatake, żądam, aby natychmiast pan otworzył drzwi i przestał się ukrywać jak tchórz!
Po paru minutach prób Kakashi dał za wygraną i wysunął nos zza drzwi. Jego twarz była cała czerwona.
Zrobiło mi się go żal. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Nie jestem zła, ale naprawdę czy musisz wzbudzać we mnie takie reakcje? - zapytałam łagodnie, głaszcząc go po ramieniu.
- Rani, co poradzę, że ja też tak reaguję na ciebie...
Zamarłam. Uznałam, że nie warto się odzywać. Zamiast tego stanęłam na palce i pocałowałam mężczyznę w czubek nosa, uśmiechając się.
I niech mi ktoś, z łaski swojej, powie, że on nie jest seksowny. Jeżeli tak jest, to chyba nigdy nie widział seksownego faceta.
Kurczę, nigdy mi to nie minie, uwielbiam jego ciało *.*
Mam nadzieję, że nikt nie zablokuje tego zdjęcia :p

11/09/2014

33. Na śmierć i życie.

         - Musimy się pospieszyć – powiedziała Sakura, wpatrując się w tarczę słoneczną, równocześnie przysłaniając dłonią oczy, aby ochronić je przed rażącymi promieniami.
            - Wiem – odparł Kakashi, patrząc na Pakkuna, który biegł co sił na swoich krótkich łapkach. Pies co jakiś czas rozglądał się na boki, najpewniej w poszukiwaniu potencjalnych wrogów. Pociągnął nosem, aż nagle zatrzymał się, po czym odwrócił do pozostałej trójki.
            - Stop! – powiedział.
            Raptownie stanęli.
            - Pakkun, co się dzieje? – zapytał Naruto, wyciągając dyskretnie kunai.
            - Jesteśmy na miejscu.
            Znajdowali się w ciemnym, ponurym lesie iglastym. Otaczały ich górskie szczyty, na wierzchołkach których leżały grube połacie śniegu.
            Zeskoczyli zwinnie na ziemię, a ich stopy opatulił biały puch. Cienkie buty od razu im przemokły. Zadrżeli z zimna.
            - Cholera… Nienawidzę zimy! – zawołał Uzumaki, tupiąc energicznie nogami.
            Sakura nie zastanawiając się zbytnio, uderzyła go z pięści w czubek głowy.
            - Zamknij się! Jesteśmy na terenie wroga, kretynie! Chcesz, żeby nas dostrzegli? – spojrzała na niego z wściekłością.
            - Oczywiście, że nie, Sakura-chan. Po prostu mnie poniosło. I tyle – chłopak przyjął skruszoną minę.
            - To twoje „tyle” kiedyś nas w końcu zabije… - mruknął Hatake, tylko z pozoru obojętny na to, co się dookoła niego działo. Na ziemię sprowadził go Pakkun, który z miejsca wskoczył na ramię, kucającego mężczyzny.
            Kakashi wziął w dłoń odrobinę śniegu i zaczął formować z niego kulkę. Wpatrywał się w puch niewidzącym, pustym wzrokiem. Nie lubił zimy, a co za tym idzie wszystkiego co z nią było związane. Jednak w ostatnich latach zaczął inaczej o niej myśleć, a to za sprawą swojej córki. Nie bez powodu nadał jej takie a nie inne imię – Yuki oznaczało właśnie „śnieg”. Dlatego teraz, pogrążony w niezbyt przyjemnych myślach, zupełnie nie zwrócił uwagi na psa siedzącego mu na ramieniu.
- Kakashi – zawołał go Pakkun. Ten w ogóle go nie słyszał bądź nie chciał słyszeć. Zwierzę szturchnęło go łapką w policzek. – Hej, Kakashi, ocknij się!
            Dopiero po chwili wyrwał się z otępienia i spojrzał na ninkena nieprzytomnym wzrokiem. Zapytał cicho:
- Co jest, Pakkun?
Ten wyciągnął przed siebie prawą łapkę i wskazał przed siebie, a dokładnie jaskinię na zboczu sąsiedniej góry, która oddalona była od shinobi o jakiś kilometr.
- Czuję obecność jednego z członków Akatsuki.
Po jego słowach Kakashi zamknął oczy i skupił czakrę. Faktycznie, przy wejściu do pieczary stał ktoś, jednak mężczyzna nie wiedział, kto to był. Skoncentrował się jeszcze bardziej, chcąc rozpoznać czakrę przeciwnika. Energia wroga pulsowała raz mocniej raz słabiej, ale nie to w niej było najdziwniejsze. Anormalna nie była częstotliwość ani ilość kumulowanej czakry, ale jej natura. Była to czakra przepełniona złem, nienawiścią i furią. Furią skierowaną wprost na niego. Wydawało mu się, że zna tę czakrę. Jednak nie miał pojęcia skąd.
Momentalnie otworzy oczy i niemal udusił się powietrzem, mówiąc jednocześnie:
- Cholera! – w tym samym momencie z północnej strony poleciał ku niemu kunai z wybuchową notką. Hatake ledwo zdołał uniknąć sztyletu. Ostry kawałek metalu uderzył z głuchym stukotem na ziemię nie pokrytą śniegiem. Mężczyzna odturlał się na bok, przy okazji mocząc sobie kamizelkę, po czym przykucnął, przygotowując się do ataku, obserwując kunai wetknięty w zmarzniętą glebę. Notka powiewała na lekkim wietrze, w ogóle nie dymiąc.
Kakashi wstał. Wyciągnął z kieszeni dwa shurikeny i zakręcił nimi na palcach.
W tym samym momencie z cienia wyszła ów ciemna postać, którą shinobi zauważyli przy wlocie jaskini. Poruszała się bardzo dziwnie – zamiast iść prosto, podskakiwała jak dziecko, które się z czegoś cieszy. Mężczyzna, bo niewątpliwie był przedstawicielem tej płci śpiewał głośno, ale gdy ich zobaczył wyraźniej, roześmiał się i ukłonił nisko, po czym klasnął w dłonie oprawione czarne rękawiczki.
- Konoszańskie pieski! Jak miło! – powiedział głośno, bujając się w przód i w tył. – Tobi zaraz da pieskom smakowite kosteczki – dodał, śmiejąc się szaleńczo, równocześnie przestępując krok do przodu.
Shinobi przyglądali mu się, nic nie rozumiejąc. Co prawda ten cały Tobi miał płaszcz Akatsuki i niewątpliwie należał do tej organizacji, ale to nie znaczyło, że nie mogli go zabić. Był jednak pewien problem – nie znali jego umiejętności, a co za tym idzie słabych punktów również. Cała trójka stała więc, przypatrując się mu i próbując poznać jego słabości.
Kakashi zmrużył oczy. Nie podobało mu się to wszystko, a w szczególności przeciwnik. Mężczyznę najbardziej niepokoiła ta jego dziwna, pomarańczowa maska z tylko jednym otworem. Ten człowiek z pewnością coś ukrywał, jednak nie wiadomo, co to było.
- Kim jesteś? – zapytał cicho Hatake, napinając mięśnie ramion i ud.
- Jestem Tobi, mówiłem – wsparł się pod boki. – Tobi to dobry chłopiec – jakby na potwierdzenie własnych słów poklepał się po głowie.
Naruto spojrzał z niechęcią i lekceważeniem na przeciwnika. Chłopak uważał, że byłby w stanie położyć go jednym ciosem. Uzumaki zgromadził czakrę w stopach, chcąc wkrótce zaatakować, Kakashi jednak go powstrzymał, wyciągając w bok rękę.
- Naruto, nie postępuj pochopnie. Nie daj się zwieść jego zachowaniu. Ten człowiek jest z pewnością niebezpieczny. Zapomniałeś już, czego cię uczyłem? – zerknął na niego przelotnie.
- Nie, sensei. Nauczyłeś mnie, że idioci są najbardziej nieprzewidywalni a co za tym idzie najbardziej niebezpieczni. Doskonale pamiętam twoje słowa, tylko…
- Co?
- Nieważne. Głupia myśl.
Kakashi jeszcze raz na niego zerknął, aby po chwili z powrotem przenieść wzrok na przeciwnika. Tobi stał, rysując butem wzorki na śniegu. Hatake nie pojmował zachowania zamaskowanego mężczyzny. Członek Akatsuki postępował i mówił jak sześcioletnie dziecko a nie jak dorosły. Było to bardzo dziwne. Kakashi przypuszczał jednak, że w ten sposób wróg chce uśpić ich czujność, a co za tym idzie, sprawić, aby zlekceważyli przeciwnika. W takim wypadku szybko mogli pożegnać się z życiem.
Nagle wpadł na pewien pomysł. Uśmiechnął się do siebie w duchu. Być może zadziała. Być może nie. Nie dowie się tego, póki nie spróbuje.
- Tobi – powiedział, aktywując sharingana. – Powiedz, gdzie znajduje się osoba o imieniu Yuki.
Z początku wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Tobi zesztywniał, jednak po chwili na nowo zaczął się śmiać. Uniósł głowę, a wtedy Kakashi dostrzegł błysk czegoś czerwonego. Czerwonego jak sharingan.

***

Leżała zwinięta w kłębek, tuląc do siebie złamaną rękę. Po tym, jak próbowała uciec, Kisame złapał ją, po czym wymierzył jej karę w postaci pogruchotanych kości.
Dziewczynka płakała cicho; nie chciała, aby ktokolwiek ją usłyszał. Chciała, by to wszystko, cały ten koszmar się skończył. Nieważne, w jaki sposób. Po prostu nie mogła znieść już więcej cierpienia.
Musiała przyznać przed samą sobą, że nie jest aż tak wytrzymała, jak wcześniej sądziła. Była tylko małą, pięcioletnią dziewczynką, która zdała z wyróżnieniem Akademię. Ale co z tego, skoro potrafiła tak niewiele? Za pomocą podmiany nie ucieknie Akatsuki, a nawet jeśliby jej się to udało, to najprawdopodobniej zginęłaby pod drodze. Jednak wyczerpanie fizyczne to było nic w porównaniu z tym, co działo się z jej psychiką. Doskonale wiedziała, że będzie mieć traumę do końca życia.
Z początku myślała, że Itachi ma choć trochę litości; myliła się. Nie tylko był bezwzględny, lecz również o wiele bardziej okrutny niż przypuszczała. Jego genjutsu za każdym razem było silniejsze, aż w końcu Yuki przestała się przed nim bronić.
Nagle poczuła coś, a dokładniej znajomą czakrę.
- Tata… - szepnęła, płacząc cicho. – Tatuś… Przyszedł po mnie…
Na nowo poczuła w sobie siłę. Wiedziała, że ojciec jej nie zostawi, nie pozwoli jej zginąć. Przecież ją kochał.
Podniosła się na zdrowej ręce, jęcząc cicho. Całe jej ciało było w opłakanym stanie. Doskonale widziała blizny po ciosach i poparzenia. Na szczęście z każdą chwilą były coraz mniej widoczne.
W tej samej chwili drzwi od jej celi otworzyły się. Wiedziała, że po nią przyszli. Od samego początku dawali jej do zrozumienia, co chcieli z nią zrobić.
- Wstawaj – usłyszała głos Lidera. Mężczyzna przerażał ją. Miał straszne oczy i te obrzydliwe pręty w twarzy. – Musimy wyciągnąć z ciebie demona, dziecko.
Zmusiła się, by spojrzeć mu w twarz. Przełknęła głośno ślinę i odparła głośno:
- Nie! – podniosła się chwiejnie na nogi, mrużąc ze złości oczy. – Nic mi nie zrobicie! Mój… Mój tata was pokona i zabierze mnie do domu!
Mężczyzna zaśmiał się.
- Nie bądź naiwna, dziecko. Kakashi Hatake stanowi dla nas niemałą przeszkodę, ale nie jest w stanie nas pokonać. Nie wtedy, kiedy na samym początku ma do czynienia z najgorszym dla siebie przeciwnikiem…
Bała się odezwać. Coś było nie tak, czuła to.
- A teraz idziemy. I nie próbuj żadnych sztuczek – Pain chwycił ją za ramię i siłą wyprowadził z celi.

***

            Nie zauważył, kiedy przeciwnik go zaatakował. Przez to, co przed chwilą zobaczył, miał spowolnione reakcje. W ostatniej chwili dostrzegł kopnięcie wymierzone prosto w jego brzuch. Zrobił unik, odskakując w dal. Dłonie ułożył w pieczęć tworzącą Raikiri. Po chwili na jego dłoni pojawiło się wyładowanie elektryczne. Po chwili zaatakował przeciwnika, ten jednak rozpłynął się w powietrzu. Kakashi zaklął pod nosem.
            W następnej chwili dostał cios w plecy. Mężczyzna przewrócił się na śnieg. Biały puch dostał mu się do oczu, nosa, a nawet ust, mimo tego, że zasłaniała je maska. Kakashi kaszlnął, wstając. Gdy to zrobił, wyprowadził cios w bok. Musnął przeciwnika. Coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Dlaczego, mimo swoich błyskawicznych reakcji, nie mógł trafić przeciwnika? Było zupełnie tak, jak trzy lata temu, podczas walki z Itackim Uchihą. Wtedy też nie zadał mu ani jednego ciosu.
            Spojrzał na członka Akatsuki. A może on…? Nie, przecież to niemożliwe. Z klanu Uchiha przeżył tylko Itachi i jego młodszy brat Sasuke. Nikt poza tym. No więc dlaczego wydawało mu się, że ma do czynienia z sharinganem?
            - Coś jest nie tak… Coś nie tak… - mruczał pod nosem, obserwując Tobiego. Zamaskowany mężczyzna szedł powoli, obchodząc na około całą trójkę shinobi.
            Nagle zniknął, aby pojawić się tuż za Naruto. Blondyn jednak zdołał zablokować cios, unosząc w górę ramię. Ułamek sekundy później kontratakował, tworząc za pomocą klona Rasengan. Wymierzył nim w pierś mężczyzny, jednak Uzumaki przeszedł przez niego jak przez mgłę i zatrzymał się jakieś dziesięć metrów dalej. Chłopak był zdezorientowany, nie wiedział, co się dzieje.
            Kakashi widząc go, postanowił użyć ostatecznej broni. Od dawna z niej nie korzystał i nie miał pojęcia, jakie będą konsekwencje jej użycia.
            Odsłonił ochraniacz na czoło, ukazując lewe oko oraz podłużną, różową bliznę biegnącą w poprzek niego. Zacisnął zęby i uniósł powiekę.
            Skierował spojrzenie na przeciwnika, po czym szepnął:
            - Kamui… - poczuł ukłucie bólu tuż za oczami. Ulatywała z niego czakra, trzęsły mu się kolana. Wiedział, że jak tak dalej pójdzie, wkrótce nie będzie mógł walczyć. A przecież miał uratować Yuki.
            Genjutsu uderzyło w przeciwnika, zbijając go początkowo z tropu, po chwili jednak Tobi stanął prosto, a po kilku sekundach odpowiedział tym samym.
            W głowie Kakashi’ego pojawił się straszny obraz przedstawiający śmierć jego dzieci. Upadł na ziemię, zaciskając pięści. Zwiększył przepływ czakry w meridianach. Zaczęły boleć go mięśnie. W końcu wysłał w Tobiego potężną wiązkę Kamui. Ugodziła ona w przeciwnika tym samym wysyłając go do innego wymiaru.
            Kakashi padł wyczerpany na śnieg, dysząc ciężko. Po kilku sekundach przekręcił się na plecy i zaczął wpatrywać się w ciemne, wieczorne niebo.
            Usłyszał kroki Naruto i Sakury. Młody jounin pomógł wstać Hatake, a ten oparł się na jego ramieniu. Razem odeszli w kierunku wylotu jaskini.

***

            - Sensei, czy tylko mi się zdaje, że to wszystko jest jakieś takie… no nie wiem… zbyt proste? – zapytał Naruto, zakręcając butelkę wody.
            - Nie, mnie też tu coś nie pasuje. Ten cały Tobi zbyt łatwo dał się pokonać, a poza tym… - urwał, marszcząc brwi.
            - Poza tym co? – dopytywała się Sakura.
            - Wydawało mi się, że dostrzegłem u Tobiego sharingna. Wiem, że to głupie, przecież oprócz Sasuke i Itachi’ego nikt nie przeżył z klanu Uchiha.
            - Może on jest taki jak ty? No wiesz, posiada kopiujące oko, ale nie należy do klanu?
            - Nie sądzę. – odparł Kakashi, przygryzając wargę. – Gdyby tak było, zareagowałby tak samo jak ja, natomiast on… nawet nie był lekko zdyszany.
            - No to w takim razie, jakim cudem go pokonałeś? Miałeś farta, sensei? – Naruto nic z tego nie rozumiał. To wszystko przekraczało jego możliwości analityczne.
            - Nie, Naruto – Kakashi pokręcił głową, pakując pozostałe suszone mięso do plecaka. – On po prostu pozwolił mi wygrać. Ten cały Tobi tak naprawdę nie jest aż tak głupi, za jakiego go uważaliśmy. On coś planuje. Wyczułem to. Planuje coś wielkiego, nie wiem tylko, co to może być, ale nie podoba mi się to – zarzucił plecak na ramię. – Dość, idziemy. Czas ucieka.

***

            Biegli co sił w nogach ciemnymi korytarzami oświetlonymi tylko i wyłącznie przez nieliczne pochodnie wetknięte w ścianach jaskini. Prowadził ich Pakkun. Gdyby nie pies, najpewniej zgubiliby się w licznych korytarzach pieczary. Na szczęście mops doskonale znał drogę, dzięki czemu byli coraz bliżej celu.
            Nikt ich nie zatrzymywał, co było bardzo dziwne. Zrozumieli to dopiero po jakimś czasie. Było cicho, ponieważ zaczęli wyciągać demona z Yuki.
            W końcu skręcili w jakiś ciemny, wąski korytarz, a potem zatrzymali się raptownie. To co zobaczyli, wytrąciło im całe powietrze z płuc.
            Ujrzeli olbrzymi posąg z wzniesionymi w górę dłońmi, na palcach których stali członkowie Akatsuki. Między jedną dłonią a drugą unosiła się niebieska mgła, w której ktoś się unosił. Była to Yuki. Głowę miała odchyloną do tyłu, szare włosy opadały luźno. Nie było widać jej tęczówek, zamiast tego widoczne były tylko białka oczu poznaczone czerwonymi żyłkami. Z jej ust wydostawała się niebiesko-czarna mgła – czakra Nibiego. Dźwięk, jaki wydawała dziewczynka był okropny – brzmiał, jakby ją dusili.
            - Yuki! – wrzasnął Kakashi, całkowicie tracąc panowanie nad sobą. Przestąpił parę kroków w przód, lecz drogę zastąpił mu Lider.
            - Ani kroku dalej, Hatake. Dla twojej córki jest już za późno. Nie zdołasz jej uratować, nawet gdybyś mógł. Zamiast tego popatrz, jak umiera na twoich oczach – powiedział, patrząc obojętnie na szarowłosego mężczyznę.
            - Zarżnę cię jak psa – wycedził Kakashi, przysuwając się do niego. – Zabiję cię, wypruję flaki, poderżnę gardło…
            - Może zamiast tyle gadać, sprawdzimy twoje umiejętności w walce? – zapytał Pain, odwracając się na pięcie i odchodząc w dal.
            - Z chęcią – odparł, wyjmując z kabury kunai i podążając za nim. Przelotnie zerknął jeszcze na swoich towarzyszy, dając im do zrozumienia, że również mają walczyć. Ani Sakura, ani Naruto nie potrzebowali dodatkowego bodźca.
            Po kilkunastu sekundach stanął, wpatrując się w Lidera. Przeciwnicy mierzyli się wzrokiem, a potem natarli na siebie z impetem. Równocześnie wyprowadzili kopnięcie w klatkę piersiową przeciwnika, posyłając go kilka metrów dalej. Kakashi zerwał się na nogi, po czym natarł ponownie. Zakręcił kunaiem na palcu i wymierzył go w tętnicę szyjną mężczyzny. Ten jednak zablokował jego cios, używając swojej umiejętności – odrobinę zmienił pole magnetyczne, i tym samym spowodował, że sztylet wypadł z dłoni Hatake, po czym upadł na kamień z brzękiem.
            Szarowłosy zrozumiał, że pokonać Paina może tylko taijutsu. Co prawda nie był w tym aspekcie takim ekspertem jak Gai, nie potrafił otwierać Ośmiu Bram Ograniczenia, jednak uważał, że umiejętności jakie posiadał, wystarczą na pokonanie przeciwnika.
            Uniósł głowę. Pain szybował w powietrzu, zamierzając zaatakować. Kakashi wykonał kopnięcie w podbródek mężczyzny. Trafił. Lider zrobił niekontrolowane salto w powietrzu i gruchnął na ziemię. Przez jedną, krótką chwilę nie mógł się ruszać, ale po chwili podniósł się chwiejnie na nogi. Z jego wargi ciekła krew.
Co jest? Przecież po ciosie w tchawicę powinien być martwy!, pomyślał Kakashi. Mężczyzna zgromadził czakrę w stopach i ruszył na przeciwnika. Uderzył Paina w splot słoneczny, dzięki czemu wytrącił wrogowi powietrze z płuc. Następnie chwycił głowę przeciwnika w dłonie i rozbił jego nos o swoje kolano. Trysnęła krew. Lider w ogóle się nie bronił, zupełnie, jakby był szmacianą lalką. I tak było. W momencie kiedy Kakashi kopnął go w splot słoneczny, z jego ciała wyleciał malutki pręcik, który podtrzymywał jego funkcje życiowe. W tej chwili Lider był niczym innym tylko martwym ciałem, które można było okładać jak worek treningowy.
            Kakashi podniósł Paina za kołnierz i przyjrzał się jego twarzy. Spojrzenie wroga było puste jak u zdechłej ryby. Hatake widząc to, skręcił mu kark, po czym odrzucił ciało na bok.
            Odwrócił się, a wtedy ugięły się pod nim kolana.
            Ujrzał jak jego córka spada na ziemię. Kiedy jej ciało dotknęło powierzchni rozległ się huk i odgłos pękających kości.
            Kakashi pobiegł przed siebie. Ujrzał bladą twarz dziecka oraz zatrważające cienie pod oczami. Małe usta były rozchylone i sinoniebieskie. Upadł na kolana obok Yuki. Chwycił ją za nadgarstek, chcąc wyczuć puls. Był bardzo słaby, prawie niewyczuwalny i z każdą chwilą zanikał.
            - Tatuś… - usłyszał słaby głos dziewczynki. Miała lekko uchylone powieki i spoglądała na ojca. Próbowała się uśmiechnąć, jednak była za słaba. – Przyszedłeś… po mnie… tatusiu… - w tym momencie jej oczy się zamknęły, głowa opadła na bok, a dłoń wyślizgnęła się z uścisku mężczyzny.
            - Yuki? – odezwał się Kakashi. – Yuki, kochanie, obudź się! Córeczko! – potrząsnął nią delikatnie, ale dziewczynka nie reagowała. Była tylko coraz zimniejsza. Z jej granatowej koszulki unosiła się para. Kakashi odgarnął materiał i jego oczom ukazał się straszny widok. Pieczęć, która podtrzymywała Nibiego, znikała.
            - Nie… błagam… - szepnął, dławiąc się własnym głosem i łzami, które napływały mu do oczu. – Sakura! Ratuj ją! – wrzasnął.
            Na jego zawołanie dziewczyna przybiegła. Nie stało się jej nic poza drobnymi zadrapaniami. Uklękła przy dziecku, skupiła czakrę i zaczęła badać funkcje życiowe Yuki. Po kilkunastu sekundach przestała. Skóra jej twarzy przybrała niezdrowy, żółty odcień. Ręce się jej trzęsły. Bała się spojrzeć na swojego byłego sensei.
            - Sakura? Co z nią? – zapytał, patrząc na nią z nieukrywanym strachem.
            - Sensei… Yuki… Yuki nie żyje – szepnęła, nie patrząc na niego.
            Poczuł, że jego świat zaczyna się burzyć. Spełniła się jego największa obawa – śmierć własnego dziecka.
            Zacisnął dłonie na bluzce Yuki, pochylił się do przodu i wybuchł spazmatycznym szlochem. Miał gdzieś, czy go zabiją czy nie. Jego dziecko nie żyło.
            Po kilku minutach wziął Yuki w ramiona i przytulił ją do piersi. Ciało dziecka było lodowate. Kakashi miał wrażenie, że obejmuje coś niematerialnego, nierzeczywistego.
            Nie wiedział, jak ma się pokazać Hanare na oczy i oznajmić jej, że ich mała córeczka nie żyje. Przecież powiedziała mu, by się nie pokazywał bez niej w domu.
            Wył niczym zranione zwierzę. Nic nie miało dla niego znaczenia. Nie teraz. Chciał umrzeć. Pragnął wrzasnąć, by Akatsuki przyszło i go zabiło. Zamiast tego szlochał, nie mogąc przestać.
            Nikt nie chciał spełnić jego pragnienia. Członkowie Brzasku zniknęli jak kamfora, nie został po nich najmniejszy ślad. Wykonali robotę, po czym uciekli.
            - Wracajmy. Trzeba przygotować się na pogrzeb – powiedziała Sakura, wstając.
            - Idźcie beze mnie… Ja… ja tu zostanę… Nie mam po co wracać do wioski – szepnął Kakashi, tuląc do siebie zwłoki Yuki. – Nie po tym…
            - A co z Hanare? Zamierzasz zostawić i ją, i małego? Naprawdę chcesz to zrobić, sensei? – odezwał się Naruto, biegnąc w jego kierunku. Jemu jak zwykle nic nie było, nie miał nawet zadrapania.
            - A mam jakieś wyjście?! Przecież ona mnie znienawidzi! Po co mam wracać do czegoś, co już i tak jest stracone?! – wrzasnął. – Nie rozumiesz, co w tej chwili przeżywam, Naruto, i wątpię, byś kiedykolwiek zrozumiał, jak to jest mieć dziecko, kochać je nad życie, a potem patrzeć jak umiera! Nigdy tego nie zrozumiesz, więc nie praw mi kazań!
            - Sensei, ale… on ma rację – mruknęła Sakura.
            Kakashi spojrzał na nią przekrwionymi oczami.
            - A ty go nie broń. Najpierw go tłuczesz, a teraz jesteś jego wielką przyjaciółką? Zastanów się dwa razy, zanim coś zrobisz, Sakura.
            Nastał cisza. Nikt nie raczył się odezwać. Kakashi siedział na ziemi, tuląc do siebie Yuki. Ani na chwilę nie zamierzał jej puścić.
            W końcu Kakashi odetchnął głęboko, po czym ułożył Yuki na ziemi, szepcząc:
            - Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwsza z dziadkiem, śnieżynko.
            Pochylił się i po raz ostatni pocałował ją w czoło, ściskając za rękę.
            Zamierzał wstać, aby wykonać szereg pieczęci, które miały ochronić ciało prze rozkładem, lecz wtedy stało się coś nieoczekiwanego.
            Palce Yuki zaczęły się poruszać. Po kilku sekundach dziewczynka otworzyła oczy i zaczerpnęła haust powietrza. Obróciła głowę i spojrzała wprost na zdumione twarze trójki shinobi. Uśmiechnęła się delikatnie.
            - Wiedziałam, że po mnie przyjdziecie… - szepnęła.
            - J-j-jak…? – zapytał Kakashi, padając na kolana.
            - Nie chieli mnie tam – Yuki uniosła palec w górę. – Powiedzieli, że mam ważną rolę do odegrania, a poza tym widziałam, że płakałeś, tatusiu i nie mogłam cię zostawić… Ktoś musi pilnować Mizuko i Shuna, żeby nie zrobili czegoś głupiego na misjach…
            Kakashi nie wytrzymał. Na nowo przygarnął córkę do siebie, przytulając ją mocno.
            - Obiecuję, przysięgam, że już nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić, Yuki – powiedział, wzdychając głośno. – Nie pozwolę…
            - Tatusiu… Możemy wracać do domu? Jestem zmęczona… - oparła głowę na jego ramieniu, zamknęła oczy.
            - Tak, oczywiście. A teraz nic nie mów, śpij – mężczyzna wstał, biorąc córkę na ręce, po czym razem, w towarzystwie Sakury, Naruto oraz Pakkuna, wyszli z jaskini.

***
Wiem, że trochę późno, ale nie miałam kompletnie weny na dokończenie rozdziału. 
Naruto dobiegło końca, smutno mi, ale z drugiej strony się cieszę, bo na wiosnę wyjdzie trzecia seria! I bardzo dobrze. Jestem ciekawa, jak wygląda syn Kakashi'ego - Sakumoshi. Podpisuję się pod byciem jego chrzestną. Nie widziałam tego młodego, a już go uwielbiam. No ale cóż, jak ma się takiego ojca :D
Jak zwykle proszę o komentarze, nawet jeden krótki i mało sensowny mobilizuje do pisania rozdziału. Także smarować ile wlezie.
Nie podoba mi się córka Sakury. Podejrzewam, że charakterek będzie miała i po Sasuke i po niej - czyli jednym słowem - nie za bardzo. 
Ale to taki spoiler. Nic nie wiem w razie czego. To nie ode mnie dowiedzieliście się tych rzeczy. Jestem niewinna.
Mam obsesje na punkcie jego brzucha *^* He's sexy and he knows it ;)
Na punkcie jego klaty i bicepsów też mam obsesję. Nosebleed :P
To tyle. Do następnego!

5/30/2014

27. Sprawiedliwy wyrok cz. I.

  Na początek bardzo chciałabym podziękować za ostatni komentarz pod poprzednim rozdziałem. Naprawdę, był taki szczery i... prawdziwy? Naprawdę, bardzo się przejęłam komentarzem od osoby, która o Naruto nie ma żadnego, ale to naprawdę żadnego pojęcia, a raczy krytykować moje opowiadanie i mój styl. Drogi Anonimie, nie chcę powodować konfliktu, jednak taki wpis świadczy o twoim poziomie intelektualnym i kultury osobistej. Nie mam zamiaru używać w stosunku do Ciebie nieprzyjemnych epitetów, ale to, co napisałeś, mija się całkowicie z prawdą. Pamiętaj, że nigdy nie należy porównywać stylu dwóch pisarzy i języka, którego używają w swojej twórczości. Każdy ma własny styl i stara się go rozwijać, jednak nie znajdziesz na świecie osób, które piszą identycznie. Taka jest prawda. Jeden autor pisze lepiej, drugi gorzej, jednakże nie należy potępiać tych stylów. Nikt nie jest idealny, ja też popełniam błędy, nie przeczę.
   Dziękuję za uwagę.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  ~ Kakashi ~

  Wiedziałem, że nie powinienem się denerwować, ale nie mogłem! Yuki została pobita przez Yamadę. Cholera, czy do niej i jej rodziny naprawdę nie docierają konsekwencje ich czynów? No najwyraźniej. Na ale na miłość boską, ile można tłumaczyć?! 
  Czy naprawdę nienawidzili mnie i moich bliskich tak bardzo, że byli w stanie prawie zabić niewinne dziecko? Mimo tego, co Suko zrobiła, była jeszcze jedna kwestia. A tyczyła się mojej osoby. Jak ja mogłem być taki głupi, prowokując ich. Jednak teraz było już zdecydowanie za późno, by cokolwiek zmienić. Mimo tego musiała istnieć jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Nie mogłem przecież pozwolić, aby klan Yamada robił, co mu się żywnie podoba. Tylko co ja miałem zrobić? Wybić całą rodzinę? Nie, to by było niehumanitarne i niegodne stanowiska Hokage. Miałem jednak zupełnie inne wyjście. Wyjście, z którego ani Minato -sensei, ani Sandaime nie skorzystaliby. Musiałem wymierzyć sprawiedliwość.
- Przepraszam - powiedział nagle Karasu. 
  Spojrzałem na niego pytająco.
- Nie przepraszaj, to nie była twoja wina - położyłem mu dłoń na ramieniu.
- Jak to nie moja wina? Moja, bo nie ochroniłem Yuki! - krzyknął, po czym na nowo się rozpłakał. Pociągnął nosem. Na stół kapały łzy. W tym samym momencie pojąłem, że Hyūga bardzo lubi moją córkę.
  Chłopiec napił się ciepłego kakao, a ja myślałem tylko o jednym. Dlaczego? Dlaczego Yuki? Nic nie przychodziło mi do głowy. W tym samym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Nim zdążyłem wstać i je otworzyć, zrobił to mój brat. Do przedpokoju weszła Sakura. Krótkie, różowe włosy miała związane w wysoki koński ogon. Ubrana była w standardowy strój shinobi, ale z jednym, małym dodatkiem. Na lewym ramieniu miała zawiązaną chustę z namalowanym czerwonym krzyżem. Dziewczyna zdjęła buty i weszła do kuchni. Posłała mi smutne spojrzenie.
- Sensei... Jak ona się czuje? - zapytała cicho. Haruno również się martwiła o moją córkę. W końcu dla niej była jak młodsza siostra.
  Przejechałem dłonią po twarzy, po czym odparłem:
- Nie wiem. Yuki jest nieprzytomna.
Dziewczyna przyłożyła palec do ust. Zastanawiała się nad czymś.
- Jak tylko ją zbadam, dam ci znać, Kakashi -sensei - rzekła, wychodząc z pomieszczenia.
  Już prawie znikła mi z oczu, ale w ostatniej chwili dodałem:
- Sakura... Ile razy mam ci mówić, że nie jestem już twoim sensei...
- Nie, nie rozumiesz. Ty zawsze będziesz moim sensei - uśmiechnęła się i odeszła.
  Usłyszałem jak wchodzi po schodach, by po chwili zniknąć w pokoju mojej córki. Nastała przejmująca cisza, która nieprzyjemnie kłuła w bębenki moich uszu.

~ Sakura ~

  Gdy tylko dostała wiadomość od Sory, wiedziała, że coś się musiało stać. Jednak gdy młody mężczyzna wyznał jej prawdę, o mały włos się nie przewróciła. Ale jak, dlaczego?, przemknęło jej przez głowę.
  Nie zastanawiając się długo, szybko ubrała się i wyszła z domu, nic Sasuke nie mówiąc. On jako jedyny z drużyny Kakashi'ego nie lubił Yuki i vice versa. Zresztą młody Uchiha w ogóle nie lubił dzieci. Chłopak zrezygnował z odbudowy klanu zaraz po tym, jak dowiedział się o swojej bratanicy. Sakurze było przykro z tego powodu. Nie rozumiała, jak można nie lubić dzieci. Z początku próbowała nakłonić Sasuke do zmiany decyzji, ale ten słysząc niewygodny dla siebie temat, burczał pod nosem i wychodził z domu, by wrócić późnym wieczorem. Dziewczyna bardzo kochała Uchihę, lecz bała się, że ich związek nie przetrwa.
  Pobiegła na skróty, ale i tak dotarła dopiero do domu swojego byłego nauczyciela dopiero po piętnastu minutach. Zapukała. Otworzył  jej Sora. Po raz kolejny uderzyło ją to, jak bardzo jest podobny do Kakashi'ego. Obaj byli identycznego wzrostu, obaj mieli te same siwe, nastroszone włosy. I obaj mieli ten sam szczery i ciepły uśmiech. Poczuła, że się rumieni. Sora był bardzo przystojnym mężczyzną. Jeżeli sensei ukrywa równie nieziemską twarz, nie dziwię się, że Hanare za niego wyszła. Odwróciła wzrok, a potem weszła do domu i skierowała się do kuchni. Gdy zobaczyła Kakashi'ego, domyśliła się, że jest gorzej niż się spodziewała. Po krótkiej rozmowie z nim, udała się do sypialni dziewczynki. Yuki leżała nieprzytomna na łóżku, oddychając ciężko. Sakura widząc to, stwierdziła, że ma połamane co najmniej dwa żebra. Na sam widok chciało jej się płakać.
  Podeszła do łóżka i skupiła w dłoniach czakrę, po czym dotknęła klatki piersiowej dziecka. Jej przypuszczenia potwierdziły się. Z ulgą przyjęła fakt, że narządy wewnętrzne nie zostały uszkodzone. Jednak gdy zamierzała zbadać jej czaszkę, coś przykuło jej uwagę. Jak mogła nie zauważyć czegoś takiego?! Przecież była lekarzem! Sakura przeklęła w duchu.
  Plama krwi na poduszce stawała się z każdą chwilą coraz większa.
  Delikatnie dotknęła głowy dziewczynki. Kości czaszki na potylicy ustąpiły pod jej lekkim naciskiem.
- Cholera jasna... - zaklęła - Kto ci to, do diabła, zrobił?
  Nie czekając na nikogo, wzięła ostrożnie dziewczynkę na ręce i zeszła po schodach. Głowa Yuki podrygiwała przy każdym kroku. Spostrzegła pytający wzrok Kakashi'ego. Bezgłośnie dała mu znać, że zabiera małą do szpitala. Hatake nie czekając długo, wyszedł za nią na zalaną wieczornym słońcem Konohę.

~ Kakashi ~

  Z Yuki naprawdę było źle, jednak nie miałem pojęcia, że tak bardzo. Zrozumiałem, że Suko naprawdę się nie oszczędzała.
  Moja córka błyskawicznie trafiła pod opiekę Tsunade. Usiadłem ciężko na krześle i wyciągnąłem przed siebie nogi. Zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Martwiłem się o Yuki. Była przecież taka mała i krucha... Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby... 
  W tym samym momencie usłyszałem skrzypienie krzesła. Podniosłem powieki. Obok mnie siedziała Sakura. Przycisnęła palce do skroni i odetchnęła.
- Tsunade - sama robi wszystko, co w jej moct. Niedługo powinna przyjść i dać nam znać.
  Po jej słowach nastąpiła cisza. Po jakiejś godzinie bezczynnego siedzenia wstałem i przeciągnąłem się. Strzyknęło w plecach. Przeszedłem parę kroków. Nagle usłyszałem stukot obcasów na korytarzu. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyszła Tsunade. Z wyrazu jej twarzy nic nie można było odczytać. Kobieta po paru chwilach znalazła się przy nas i powiedziała:
- Przynieśliście ją w ostatniej chwili. Jeszcze parę minut, a doszłoby do uszkodzenia mózgu, Kakashi.
  Przeszedł mnie zimny dreszcz. Yuki mogła umrzeć.
- Kakashi... Tylko się nie denerwuj... - powiedziała cicho Tsunade - Odpowiedz mi szczerze na to pytanie. Czy... Czy Yuki padła może ofiarą przemocy w waszym domu?
  Zakręciło mi się w głowie. Czy ona zwariowała?
- Tsunade... Ty chyba nie mówisz poważnie?! Wiesz przecież, że nigdy bym nie skrzywdził własnego dziecka!
- Wiedziałam, że się wściekniesz... - pokręciła głową - Pytam czysto profilaktycznie. Yuki ma mnóstwo siniaków na ciele.
- Rozumiem - odparłem.
- Jeżeli tak, zadam ci kolejne pytanie - zmrużyła oczy - Skoro Yuki nie padła ofiarą przemocy domowej, to w takim razie kto ją pobił?
  Odchrząknąłem głośno. Nie wiedziałem, czy mogę jej to powiedzieć. W końcu to była sprawa między moją rodziną a klanem Yamada. No ale z drugiej strony powinna wiedzieć, że moja córka padła ofiarą koleżanki z klasy, która z czystej zazdrości postanowiła się zemścić. Przygryzłem wargę. Jasna cholera, tu naprawdę chodziło o najzwyklejszą sprawiedliwość!
- Wiesz, Tsunade, to trochę skomplikowana sprawa...
  Kobieta posłała mi pytające spojrzenie, założyła ręce na swojej obfitej piersi.
- Na pewno znasz klan Yamada.
  Prychnęła w odpowiedzi.
- Oczywiście, że znam. Tak się składa, że jeden z członków tego klanu pracuje w tym szpitalu - Tsunade jako ordynator musiała o wszystkim wiedzieć.
- Kto? Eizo?
  Pokręciła głową.
- Nie - wzięła głęboki oddech - Jego żona. Od razu muszę ci wyznać, że nie znam nikogo innego, kto tak jak ona wynajduje problemy na siłę i wszczyna kłótnie. 
- Ich najmłodsza córka zaatakowała w lesie Yuki. Na szczęście znalazł ją Karasu Hyūga.
- Masz na myśli tę małą z czerwonymi włosami? Wydaje się całkiem miła, ale skoro twierdzisz, że ją pobiła... Zaczynam mieć wątpliwości. Myślałam, że chociaż ona jest w porządku, myliłam się - pokręciła głową - Tylko co zamierzasz z tym zrobić?
- Jak to co? Wymierzyć sprawiedliwość - powiedziałem, mrużąc oczy - Mam już nawet plan.

~ Sakura ~

  Dziewczyna późnym popołudniem wróciła do mieszkania, które dzieliła razem z Sasuke. Po kilkunastu minutach stanęła przed drzwiami i wyjęła klucz z jednej z kieszeni kamizelki. Wsunęła srebrny kawałek metalu w zamek, chcąc go przekręcić. W tej samej chwili ktoś otworzył drzwi. Sakura ujrzała swojego ukochanego. Nie miał zadowolonej miny. Mało tego. Był wściekły. Chłopak chwycił ją za ramię i siłą wciągnął do domu. Dziewczyna szarpnęła się, ale Uchiha tylko mocniej zacisnął palce na jej łokciu.
- Sasuke, co cię ugryzło? - zapytała.
  Zacisnął zęby i palce. Sakura pisnęła z bólu. Rzucił ją na kanapę, a ona uderzyła głową w oparcie. Sasuke pochylił się nad nią. 
- Gdzie byłaś, do cholery?! - krzyknął - Gadaj!
- Jak to gdzie? W pracy! - wrzasnęła.
- Akurat wtedy, gdy nie miałaś dyżuru?
- Yuki... - zaczęła.
- A ty znów o tym cholernym bachorze... Przyznaj się, masz kogoś.
- Nie! Zwariowałeś? - próbowała wstać, ale Sasuke odepchnął ją. Zacisnął palce swojej prawej dłoni tak mocno, aż krew kapała na podłogę.
- Ale wiesz co? Nie odpowiadaj, nie interesuje mnie to. Najgorsze jest jednak to, że myślałem, że cię kocham. Myliłem się. A ty, głupia, uparłaś się na dziecko, a dobrze wiesz, że nienawidzę bachorów! I w związku z tym znalazłaś sobie faceta!
- Rany boskie, czemu jesteś taki głupi?!
- Zamknij się, zdziro i wypieprzaj z mojego domu!
  Sakura po raz pierwszy w życiu usłyszała takie słowa. I to w dodatku z ust Sasuke. Poderwała się i uderzyła chłopaka w twarz, po czym wybiegła z mieszkania. Pędziła przed siebie, nie oglądając się. Łzy spadały na ziemię i jej ubranie. Nigdy nie została tak skrzywdzona. Nikt nigdy nie nazwał ją dziwką...
  Do tej pory myślała, że kocha Sasuke, lecz w tym momencie zrozumiała, że ten chłopak nigdy nie był wart jej wysiłków. Jaka ja byłam głupia! Naruto miał rację. Sasuke to zadufany w sobie gnojek. Za to Sora... Tak, młody Hatake zawsze był dla niej miły. Dziewczyna od lat wiedziała, że mu się podoba. Jednak dopiero teraz stwierdziła, ze młody mężczyzna jest o wiele przystojniejszy od Sasuke. Sora przynajmniej ją szanował.
  W tym samym momencie dotarła do parku i usiadła na ławce. Łzy cały czas kapały na ziemię. Zakryła twarz dłońmi, by ukryć płacz. Nie chciała, by ktoś to widział. 
  Nagle usłyszała obok siebie charakterystyczny głos:
- Hej, Sakura!
  Odwróciła się raptownie. Za nią stał Sora Hatake. Na sam jego widok uśmiechnęła się. Młody mężczyzna usiadł obok niej. Kiedy zauważył łzy na jej twarzy, zmartwił się. Nikomu tego nie wyznał, ale kochał Sakurę szczerą, prawdziwą miłością.
- Co się stało, Różowa? Czemu płaczesz? - dotknął jej policzka. Dziewczyna poczuła łaskotanie w brzuchu.
- Sasuke... Sasuke nazwał mnie zdzirą i wyrzucił z domu - spuściła głowę.
- CO? - wiedziała, że zacisnął zęby. - Pieprzony dupek...
  Pokiwała głową. Teraz zrozumiała wszystko.
- Muszę ci podziękować, Sora. Uświadomiłeś mi prawdę - dziewczyna zrobiła coś, czego ani ona, ani on się nie spodziewali. Przysunęła się do niego, chwyciła w dłonie jego twarz i wycisnęła na ustach Sory czuły pocałunek. Po wszystkim przytuliła się do niego. Hatake nie wiedział, jak ma zareagować. Był zaskoczony reakcją Sakury, ale podobało mu się to, co przed chwilą zrobiła. Kochał Sakurę od dawna, ale dopiero teraz zorientował się, jak bardzo. Wiedział, że różowowłosa była nieszczęśliwa z Sasuke, lecz zawsze temu zaprzeczała, gdy Sora poruszał ten temat. Młody mężczyzna nie mógł na to patrzeć. Serce mu pękało na ten widok.
- Sakura, muszę ci coś powiedzieć... - musiał wyznać dziewczynie, co do niej czuje. Młoda kunoichi była dla niego całym światem. Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się słabo.
- Nie kończ. Wiem, że ci się podobam - szepnęła - Od dawna wiem. Chodzi mi o to, że dzięki tobie zrozumiałam, że Sasuke był jedną wielką pomyłką - imię Uchihy wypowiedziała ze wstrętem - Ty zawsze starałeś się bronić, wspierać, po prostu być przy mnie. Zawsze mogłam na ciebie liczyć. Jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół. A w związku przecież ważne jest zaufanie, dlatego pomyślałam sobie, że... że może warto byłoby spróbować?
  Młody mężczyzna uśmiechnął się.
- Wiesz, że nigdy cię nie skrzywdzę. Oddam za ciebie życie, jeśli będzie trzeba.
- Sora...
  Nie odpowiedział. Przytulił ją, całując ją w czoło. 

~ Kakashi ~

  Szedłem właśnie do archiwum. Jeżeli nie znajdę tego, czego szukam, to z mojego planu nici. W budynku Archiwum Konoha było aż za cicho. Nie było słychać ani buczenia lamp, ani odgłosu moich stóp na podłodze. Nagle na obu ścianach zapaliły się pochodnie, a przede mną pojawiły się ogromne dębowe drzwi w kolorze zakrzepłej krwi. Gdy tylko przed nimi stanąłem, otworzyły się i wszedłem do środka. Pomieszczenie, które się za nimi znajdowało zapełniały oszklone podświetlone regały, w których znajdowały się księgi, zwoje i teczki z aktami shinobi Konohagakure. Z marszu skierowałem się do segmentu oznaczonego literą "Y". Przy jednym z regałów stała drabina. Wspiąłem się na nią i odepchnąłem. Gdy znalazłem interesujące mnie nazwisko, uśmiechnąłem się. Zdjąłem jedną z teczek i rozwiązałem sznurki. Zacząłem czytać akta Eizo Yamady. Na samym wstępie niczego nie można było wywnioskować. Przerzuciłem stronę, a wtedy mnie wmurowało. Dlaczego ani ja, ani Trzeci nic o tym nie wiedzieliśmy? Przecież to była zdrada! Eizo Yamada ujawniał informacje o naszej wiosce wrogom.
  Zawiązałem teczkę i wsunąłem ją pod płaszcz Hokage. Nikt niepowołany nie mógł się o tym dowiedzieć. Choćby mnie to kosztowało życie.
  Czym prędzej wyszedłem z Archiwum i udałem się do domu, by przeanalizować dokumenty. Przez Eizo Yamadę groziła nam kolejna wojna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dedykacja jak zwykle dla: Dżeli, Natki, Mayi, Sweetheart, Ruminina, Blanki i Akari.
Nie mam pomysłu na podsumowanie :)

Reklama

CREATED BY
Mayako